Led Zeppelin – Dobry i zły czas, krótka historia zespołu.

 

„Wobec utraty naszego drogiego przyjaciela, w całkowitej jednomyślności pomiędzy nami i naszym managerem postanawiamy, że nie możemy już dłużej być tym czym dotychczas byliśmy.”

Tym oświadczeniem 4 grudnia 1980 roku trzy miesiące po śmierci perkusisty Johna”Bonzo” Bonhama zespół Led Zeppelin oficjalnie rozwiązał się i przeszedł  do legendy.

Wbrew wielu plotkom i zapowiedziom nigdy się nie reaktywował, otoczony swoistym kultem pomimo zmieniających się mód, pomimo tego, że nie nagrał kolejnych płyt, zdobywał nowych fanów. Słuchają go do dnia dzisiejszego kolejne pokolenia dzieciaków, często urodzonych już po rozwiązaniu zespołu.

Panowie Page, Jones i Plant zagrali wspólnie pod flagą „Ołowianego Sterowca” jeszcze jeden jedyny raz 10 grudnia 2007 w Londyńskiej hali O2 dla upamiętnienia  Ahmeda Erteguna, długoletniego szefa Atlantic Records.  Za perkusją usiadł wtedy Jason Bonham, syn nieżyjącego  Johna”Bonzo” Bonhama.

Początek.

Led Zeppelin powstał trochę przez przypadek, ale też trochę z powodu ambicji artystycznych Jimmy Page.

Jimmy był  przede wszystkim muzykiem sesyjnym, który w połowie lat 60-tych nagrywał mnóstwo różnej muzyki z różnymi wykonawcami, by w  roku 1967 trafić  do zespołu legendy czyli The Yardbirds, w którym grali przed nim  Eric Clapton i Jeff Beck.

Przez jakiś czas grał nawet wspólnie z Beckiem, lecz zawirowania w zespole spowodowały,  że pozostał sam z niezrealizowanymi  zobowiązaniami koncertowymi grupy.

Jednak jeszcze w Yardbirds  zaprzyjaźnił się  z przyszłym managerem Zeppelinów  Peterem Grantem. To z nim snuł plany o przyszłym zespole i muzyce jaką miał by grać.

Obaj mieli duże doświadczenie w branży muzycznej, obaj jeździli w trasy do USA gdzie Grant był road managerem Yardbirdsów, obaj też wiedzieli, że właśnie wieje wiatr zmian w muzyce, że przychodzi nowe, że to może być ich czas.

Kierunki według nich wyznaczały grupy Iron Butterfly czy Vanilla Fudge grające ciężkiego rocka zaprawionego mocnym, bluesowym sosem.

Jimmy Page właśnie dojrzał do lotu „Ołowianym Sterowcem”.

Jest rok 1968 i Jimmy  spotyka na swojej drodze Johna Paula Johnsa, którego znał z wcześniejszych sesji nagraniowych.

Wiedział, że to solidny  multiinstrumentalista grający na basie, klawiszach do tego świetny aranżer.

A więc miał już basistę bo wokalistę, który mógł się nadać polecił mu znajomy.

Wokalistom tym był  długowłosy „Szalony bluesman z Black Country ” czyli  Robert Plant. Plant udzielał się  wtedy w kapeli Hobbstweedle. Panowie od razu przypadli sobie do z gustu, mieli podobne gusta muzyczne i do układanki  brakowało im  tylko perkusisty. Plant polecił swojego kumpla zwanego „Bonzo”, o którym mówiono, że wali w bębny mocniej niż Ginger Baker.

John „Bonzo” Bonham to trochę nieokrzesany w obyciu facet, który przez długi czas był robotnikiem budowlanym. Dysponował krzepą i grał w charakterystyczny mocny i energetyczny sposób na perkusji. Kogoś takiego szukał Page.

Led Zeppelin był więc w komplecie.

 

Dobry czas – „Good Times”

 

Początki były zarazem  i trudne i pracowite. Pierwszy rok zajęło im intensywne koncertowanie najpierw jeszcze pod nazwą „The New Yardbirds” ale już za chwilę właściwą  Led Zeppelin, która będzie towarzyszyła im już do końca.

W połowie października 1968 roku po koncertach w Anglii i Europie  panowie weszli do studia Olimpic by nagrać pierwszą płytę.

Jimmy Page był doświadczonym muzykiem i producentem, doskonale wiedział jak ma brzmieć i jak powinna być zrealizowana ich płyta. Za 1782 funty wyjęte z prywatnej  kieszeni Jimmyego Page, on i pozostali muzycy  w przeciągu 30 godzin nagrali jeden z najważniejszych albumów rockowych dekady.

Album ten do dzisiaj zarobił ponad 7  000 000$ zysku.

Pod koniec roku z materiałami i demo płyty, Peter Grant poleciał do USA  i wynegocjował w Nowym Yorku pięcioletni kontrakt z wytwórnią Atlantic.

Dostali 200 000 $ zaliczki co w tamtych czasach wraz z pełną niezależnością artystyczną było rewolucją w branży. Page nigdy nie chciał być od nikogo zależny a Grant był świetnym negocjatorem i managerem, który  lojalnie pracował dla zespołu.

Jimmy mówił o nim „My mieliśmy kolosalne szczęście ponieważ trafił nam się Peter Grant, którego uważaliśmy za piątego członka zespołu”.

W styczniu  1969 roku  rozpoczęli pierwszy tour po USA, które staną się dla nich najważniejszym rynkiem muzycznym i koncertowym. Do dzisiaj Led Zeppelin jest tam darzony szczególną estymą i traktowany jak zespół kultowy. Z dzisiejszej perspektywy zarówno ich muzyka jak i to czego dokonali mogą wydawać się nieco archaiczne, jednak wtedy tworzyli nową jakość zarówno jeśli chodzi o to jak grali ale też sposób prowadzenia muzycznego biznesu.

To oni  w roku 1973 wynajęli luksusowy samolot „Starship” by woził ich  po całej Ameryce z koncertu na koncert, oszczędzając tym samym męczących przejazdów pomiędzy miastami. Oni zaczęli w końcu zarabiać duże pieniądze za koncerty nie dając się okradać promotorom. Oni również  jako jedni z pierwszych zastrzegli sobie w kontraktach z wielką wytwórnią jaką bez wątpienia był Atlantic, niezależność artystyczną  i sami kontrolowali cały proces od nagrania płyty po okładkę oraz wypracowali własne metody promocji, wykorzystując nowo powstałe niezależne rozgłośnie UKF, w których mocno promowali swoją muzykę. Nie potrzebowali kampanii prasowych bo ich muzyka dzięki nieustannemu puszczaniu w stacjach radiowych sprzedawała się sama. Ciągnęła się za nimi zła sława mocno imprezującego zespołu otoczonego wielką ilością groupies, demolującego  hotele i organizującego ostre orgie z alkoholem, seksem i narkotykami.

Dokładnie tak jak w powiedzieniu „Sex and Drugs and Rock’n’roll”

Balowali ostro.

W Seattle po ostrej imprezie podczas której chłopcy wrzucili do morza przez  hotelowe okna wszystkie telewizory ze swoich pokojów, kiedy Peter Grant regulował rachunek za zniszczenia, dyrektor hotelu z rozrzewnieniem zauważył, że przez całe życie chciał wyrzucić przez okno telewizor. „No to wyrzuć Pan jeden na nasz koszt” powiedział Grant, dorzucając do rachunku ekstra 500$.

Szczęśliwy dyrektor wywalił z balkonu na piętrze ogromny odbiornik Motoroli.

Richard Cole, Road Manager „Zeppów” wspomina z kolei niezłą imprezę w Los Angeles podczas  trzeciej trasy po USA.

Bonham  i Cole mieli w pokoju hotelowym jedną z groupies, których tabuny łaziły za muzykami.

Cole wspomina: ” powiedziałem do Bonzo – Dalej możesz ją przelecieć i zrobić co zechcesz. Ale Bonzo kochał swoją żonę i zazwyczaj nie zaczynał z innymi dziewczynami. Tym razem jednak się skusił. No więc Bonzo ją pierdoli i – przysięgam pyta mnie: Jak mi idzie? Mówię mu, że nieźle Wtedy do pokoju wchodzi Peter Grant z ogromną puszką fasoli i wywala zawartość na Bonzo i dziewczynę potem otworzył butelkę szampana i ich opryskał.”

W roku 1973 na ich koncert w  Tampa na Florydzie  przyszło 56 000 ludzi, dając zarobić „Zeppom” 309 000 $. Pobili wtedy rekord w ilości ludzi na jednym koncercie należący do Beatlesów. Jednocześnie podczas trzech dni w Nowym Yorku gdzie w Madison Square Garden nagrywali zdjęcia do filmu, ktoś okradł ich skrytkę bankową w hotelu zabierając z niej przeszło 200 000$. Film  i dwupłytowy album  z tego koncertu  zostaną opublikowane dopiero trzy lata później.  Podczas tej samej trasy w Nowym Orleanie John Paul Jones miał  przygodę z transwestytą, którego zaprosił do hotelu mając chyba przeświadczenie, że zaprasza dziewczynę. Ujarali się yointem i obaj padli z przepicia. Niedopałek zapalił materac co skończyło się interwencją straży pożarnej .

Grant opisuje całą sprawę :  „W nocy  dostałem telefon z hotelu Royal Orleans, że Pan Jones i jego przyjaciel czują się dobrze. Wysłałem tam Cole by sprawdził co i jak. Cole zadzwonił z hotelu śmiejąc się i przez telefon zrelacjonował sprawę tak: wchodzę i widzę wyłamane drzwi oraz całkiem nieprzytomnych Jonesa i niejakiego Stephanie której z pod spódnicy zwisał kutas.”

Ponoć cała kapela miała ubaw z Jonesa do końca trasy.

„Zeppelini” mieli już wtedy  na koncie pięć płyt.

Album Led Zeppelin II, który ukazał się w Stanach 22 października 1969 roku nagrywali właściwie w trasie każdy utwór pochodził więc z innego studia.

Poskładania tych „puzzli” i stworzenie jednolitej i spójnej całości podjął się Eddie Kramer w owym czasie uznany realizator znany ze współpracy z Hendrixem, który opisywał pośpiech w przygotowaniu miksu drugiej płyty ” Miksowaliśmy album w studiach A and R w ciągu dwóch dni na dwunastościeżkowej i dwugłowicowej konsolecie Altec. Był to najbardziej prymitywny sprzęt jaki można sobie wyobrazić . Do tego taśmy pochodziły z różnych źródeł bo część nagrano w  Los Angeles  część w Londynie, część w Vancouver i N.Y. Potem tłukliśmy się po całym Nowym Yorku by dograć solówki i dodatkowe ścieżki często w obskurnych studiach, potem  te scieżki nakładaliśmy na siebie. Nowy York był wtedy szalonym miastem a zespół wciąż szukał nowych  rozrywek. Cóż, nie byłem w stanie im tego zabronić”

Płyta okazała się hitem i jeszcze przed jej wydaniem zamówienia przekraczały pół miliona egzemplarzy co w tamtym okresie było ogromnym sukcesem.

 

Trzecią płytę nagrali w Headley Grange, wiejskiej posiadłości, w której powstał album zupełnie inny od wcześniejszych  dokonań. Jimmy chciał by był lżejszy, mocno folkowy, wręcz ocierający się o country ale też z kilkoma mocnymi utworami. Co ciekawe  znajduje się na nim jeden z najlepszych bluesów „Since I’ve Been Loving You” choć  ten był nagrany w Londyńskim studiu. To na nim utrwalono piszczącą sprężynę stopy w bębnie taktowym Bonhama. Po latach Page odkryje ten dysonans przy okazji remasterowania cyfrowego oryginalnych taśm i postanawia go nie modyfikować by te swoiste „zakłócenia” zostały tak jak w oryginale.

Kolejną płytę Led Zeppelin IV, również  nagrywali w dużej części w Headley Grange. To tam Page odkryje, że perkusja ustawiona w sieni tego starego domu da w konsekwencji niesamowicie ciężki ale i przestrzenny dźwięk, który można usłyszeć w utworze „When the Levee Breaks”.

Miksowanie albumu robili w kalifornijskim studiu Sunset.

Niestety po powrocie z Los Angeles okazało się, że miks jest kompletnie spartolony i całość brzmi jak z głębokiej studni. Page był załamany i musiał cały proces rozpocząć od nowa w studiach Island.

Co ciekawe jedyny utwór jaki z oryginalnych sesji w L.A nadawał się bez poprawek to właśnie „When the Levee Breaks”.

Płyta z okładką  bez żadnej nazwy i tytułu z dziwnym zdjęciem starca niosącego chrust ukazała się 8 listopada 1971 roku. Wraz z płytą w USA wyszedł singiel z kawałkiem Black Dog. Jednak „Stairway To Haven” na singlu pomimo presji wytwórni nigdy się nie ukazał. Zespół się na to nie  zgodził bo wiele stacji radiowych  grało już wtedy „Stairway”  i kiedy utwór nie ukazał się na singlu, ludzie by móc go słuchać kupowali album co spowodowało sprzedaż dodatkowych 500 000 płyt.

Przed wydaniem płyty grupa miała trasę koncertową najpierw po zachodnim wybrzeżu USA a potem w Japonii, która wtedy była dziewiczym rockowym rynkiem. „Imigrant Song”  był  tam wtedy  największym hitem. Do dzisiaj serie tych koncertów pamiętają Japońscy hotelarze a w Tokijskim Hiltonie muzycy mają dożywotni zakaz wstępu odkąd pocięli samurajskimi mieczami ściany w swoich pokojach.

W maju  roku 1972 „Zeppelini”  jadą do wiejskiej posiadłości w Stargroves by nagrać materiał na piąty album.

Tym razem za konsoletą usiądzie Eddie Kramer znany wcześniej z  miksu II albumu.

Kramer dosyć ciekawie opowiada o sesji w wiejskim domu: „Byli wspaniali , inspirujący cudowni. Każdy z nich był całkowicie pewien tego co robi i bardzo z tego powodu szczęśliwy. Panowała świetna atmosfera .Bonzo był najłatwiejszym perkusistą z jakim pracowałem. Brzmiał tak dobrze, że bez trudu uzyskiwałem to ich monumentalne brzmienie. Osiągał to poprzez niezwykle mocne bicie w bębny, mocniej niż ktokolwiek. Pod wieloma względami stanowił kluczowy element zespołu i pracowało się z nim bardzo szybko. Lecz czasami pobyt z cała tą ekipą Zeppelinów był przedziwnym przeżyciem, Oprócz zespołu było jeszcze kilku roadies (technicznych ). Którejś nocy  pijany Bonzo w wielkim nieprzemakalnym płaszczu  wpadł do pokoju, w którym spałem ze swoją dziewczyną  i mocno ją przestraszył,. Potem wpadł jeszcze raz jeszcze bardziej pijany a ja nie mogłem nic zrobić bo w drzwiach pokoju nie było zamka . Zaraz za  nim wpadł  jeden z technicznych i oblał nas kubłem zimnej wody. Inni roadies przez resztę nocy wchodzili i wychodzili przez nasze okno. Moja dziewczyna wkurzona wyjechała następnego dnia.  Nie mogę powiedzieć bym mógł ją za to winić”

Z sesji w Stargroves pozostało też kilka niewykorzystanych utworów „Black Country Woman”, „The Rover” i Houses Of The Holly” ,które znajdą się na kolejnej płycie.

Płyta Houses Of The Holly z równie dziwną  okładką jak wcześniejsze albumy, ukazała się dopiero w marcu następnego roku.

Wracając do koncertów w 1972 roku zespół wprowadził istotną zmianę bo od teraz dzielili się z amerykańskimi promotorami 90% zysków zostawiając sobie a promotorom pozostawiając tylko organizację, promocję i sprzedaż biletów oraz… 10% zysku. Cała logistyka koncertów wraz ze sprzetem nagłośnienoiowym, sceną oraz transportem była teraz w rekach Petera Granta. Ale co promotorzy mogli poradzić. „Zeppelini” byli wtedy najlepiej zarabiającą na koncertach gwiazdą rocka.

Trasa po USA zaczęła się na początku lata i okazała się finansowym i frekwencyjnym sukcesem i co ciekawe w tym samym miesiącu podczas koncertów w Kalifornii zarejestrowano dwa z nich lecz płyty z tymi nagraniami zobaczyły światło dzienne dopiero 40 lat później pod nazwą  „How The West Was Won”, które osobiście obok koncertu w Londyńskim O2 uważam za ich najlepsze oficjalne rejestracje Live.

W Los Angeles znowu ostro balowali.

Jimmy Page znany był z tego, że lubił bardzo młode dziewczyny wtedy też poznał  Lori Madox młodziutką modelką właściwie jeszcze nastolatkę, która wspomina tamten czas: ” Kiedy Jimmy przyjeżdzał do Los Angeles lokował się w hotelu Riot House,  przysyłał po mnie samochód. Potem jechał na koncerty i wracał samej nocy do mnie. Wtedy byliśmy w sobie  szaleńczo zakochani.  Jimmy jest najbardziej romantyczną osobą na świecie, jest taki słodki i łagodny …prawie na swój sposób kobiecy. Czasem kiedy się kochaliśmy trwało to godzinami. Rodził się wtedy magiczny czar, zawroty głowy inny wymiar, i wszystko to bez żadnych narkotyków, tylko samo uczucie.  Peter Grant cały czas mnie pilnował i nalegał  z Colem bym siedziała i czekała na Jimmyego,  nigdzie nie wychodząc. Martwili się, że jeśli Jimmy zostanie przyłapany z 14-to latką natychmiast go deportują lub zamkną”.

W rok po tych koncertach i wydaniu piątego albumu w maju, rozpoczynają dziewiątą trasę po USA ,na którą  przylecą wynajętym odrzutowcem  z napisem Led Zeppelin na kadłubie. Podczas tego tourne  na końcu  całej trasy, w Nowym Yorku nagrają materiał do filmu i na płytę live.

Wtedy też ktoś okradnie ich hotelową skrytkę w Nowojorskim hotelu Drake z ponad 200 000 $ w gotówce, które w niej były.

Szalone czasy.

„Zeppelini” byli już wtedy bardzo bogatymi muzykami. Na płytach i koncertach zarabiali miliony dolarów. Pozwalali sobie na ekstrawagancje  bo mogli kupić niemal wszystko. Jimmy kupił dom po dziewiętnastowiecznym charyzmatycznym okultyście Aliesterze Crowleyu bo sam interesował się magią i ezoteryką, Bonzo kupi dużą farmę i zacznie kolekcjonować samochody.  Plant kupi posiadłość na wsi i będzie tam pędził wiejskie, sielskie życie z rodziną. Jones zacznie budować swoje studio w nowym wiejskim domu. W roku 1974 skończył się pięcioletni kontrakt z Atlantic i muzycy postanowili, że od tej pory wszystkie ich płyty będzie wydawać  ich własna wytwórnia Swan Song a Atlantic zajmie się tylko dystrybucją.  Z tego powodu przygotowali promocje nowej wytwórni w USA.

Ich żony nie lubiły gdy wyjeżdżali do Stanów a szczególnie nie lubiły Los Angeles bo wiedziały, że to siedlisko rozpusty i zawsze są tam ostre imprezy. Dlatego ludzie Granta przygotowywali dla nich  „lewe” rozpiski spotkań i zaplanowanych koncertów z których znikały wszystkie „wrażliwe”  miejsca.   Przy okazji promocji nowego wydawnictwa  w Los Angeles  spotykają swojego idola  Elvisa Presleya.

Elvis znał Led Zeppelin, wiedział, że sprzedają w stanach więcej płyt niż on. Wiedział też, że jest ich idolem więc zgodził się z nimi spotkać . Spotkanie dla Page , Planta i reszty było jak mistyczne doznanie. Dla Elvisa chyba nie za bardzo bo po około pół godzinie spotkanie się skończyło, ale miłym akcentem  bo „Król” poprosił  ich o autografy dla swojej córki Priscilli.

Elvisa odwiedzili jeszcze raz w jego rezydencji w Bel Air podczas trasy w 1975 roku.

Tym razem spotkanie trwało dłużej a Elvis podarował Zeppelinom drogie zegarki by na koniec odprowadzić ich do samochodu czego zazwyczaj nie robił w przypadku swoich gości.

Kolejny album czyli „Physical Graffiti” znowu nagrywają w Hadley Grange gdzie za konsoletą usiądzie kolejny raz Eddie Kramer. Nagrywa wszystko w otoczeniu przyrody. Eddie robi wtedy zdjęcia obrazujące sielankowy nastrój i spokojny czas nagrań, a  po latach wystawi je w galeriach.  Mieli materiał na więcej niż jedną płytę więc postanowili zrobić podwójny album dokładając utwory, które nie weszły na wcześniejsze trzy płyty.  24 Lutego 1975 roku płyta z opóźnieniem z powodu kłopotu z drukiem okładki ukazuje się na rynku już z nowym logiem wytwórni Swan Song. Wpływy ze sprzedaży albumu przekroczyły 15 000 000$ . Płyta była sukcesem komercyjnym ciągnąc również sprzedaż wcześniejszych płyt.  Promocja zbiega się z kolejną trasą po stanach. W tym samym roku jak kilka innych Brytyjskich  zespołów, które dobrze zarabiają musieli udać się ze względów podatkowych  na pewien  rodzaj wygnania by nie zapłacić ogromnego podatku. Większą cześć roku muszą więc  spędzać poza domem.  W lato zespół ma przerwę i wszyscy rozjeżdżają się na wakacje. Plant i Page najpierw jadą do Maroka a potem na Rodos. Któregoś dnia Plant jadąc samochodem ze swoją rodziną oraz córką Page ulegają wypadkowi.  Plant łamie łokieć i kostkę w nodze  ale jego żona Maureen ma o wiele poważniejsze obrażenia. Musieli szybko przetransportować ją prywatnym samolotem do Anglii bo inaczej mogła umrzeć .Plant również jest unieruchomiony i nie może chodzić przez dwa miesiące ze względu na zrastanie pogruchotanej nogi.  Zespół odwołał kolejne koncerty i praktycznie do końca roku jest wyłączony z aktywności .

Gdy Plant zaczął dochodzić do zdrowia wynajęli w listopadzie Monachijskie studio Musicland  by nagrać w przeciągu dwóch tygodni siódmy album. pod koniec sesji Page miał mały problem bo zabrakło mu czasu na dokończenie kilku nagrań. Studio w tamtym czasie było dosyć mocno oblegane i miało  napięty grafik. Zaraz po „Zeppach” wchodzili „Stonesi”. Page  musiał wyprosić u Mike Jaggera dodatkowe dwa  dni na dogranie  gitar. Opowiadał o tym w jednym z wywiadów  „Kiedy skończyliśmy w studiu pojawili się  Stonesi i spytali jak nam poszło .Ok, odparłem, skończyliśmy dzięki tym dwóm dniom, które nam daliście. A oni spytali – Ten jeden kawałek? Nie- odparłem, wszystko. Nie mogli uwierzyć.”

Koniec roku spędzili na wyspie  Jersey by być blisko domu.

 

 

Zły czas – „Bad Times”

 

Styczeń 1976 roku  przyniósł zmiany na gorsze.

Pech, który zaczął się w wakacje nie chciał ich opuścić .

Na  początku roku zajmowali się wraz z Eddie Kramerem  miksowaniem i ostatecznym szlifem filmu oraz płyty koncertowej z 1973 roku nagranej w Nowym Yorku dotąd nie wydanych. Bonzo w tym okresie zaczął mocno pić. Już wcześniej nie wylewał za kołnierz ale teraz było coraz gorzej.

Upijał się w towarzystwie swoich technicznych i ochraniarzy, wszczynając burdy i mordobicia w pubach.

Reszta zespołu starała się go unikać bo był coraz bardziej nieprzewidywalny.

Płyta, którą nagrywali w Niemieckim studio Musicland ukazała się pod nazwą „Presence” w kwietniu i stała się od razu „platyną”.

Okres ostrych imprez i seksualnych skandali oraz zdemolowanych  pokojów hotelowych chyba się dla Led Zeppelin pomału kończy. Muzycy są coraz bardziej zmęczeni tym co robią. Bonham coraz mocniej pił, Page wpadł w okres uzależnienia od heroiny.  Bywało, że kompletnie nie można było się z nim porozumieć.

W październiku do kin wszedł w końcu ich film fabularny  nagrany trzy lata wcześniej w Nowym Yorku.  Jednak „The Song Remains The Same” nie odniósł sukcesu frekwencyjnego a Jimmy Page nie był  nim specjalnie zachwycony. O wiele lepiej sprzedała się dwupłytowa wersja winylowa z tego koncertu.

Początek roku 1977 to próby przed kolejną trasą po USA, która rozpoczęła się w kwietniu. Led Zeppelin był już jednak inną grupą. Zmęczoną, nieco wypaloną i mocno uzależnioną od używek i  heroiny. Podczas Nowej Amerykańskiej trasy, 30 kwietnia  zagrali dla rekordowej publiczności w Michigan. Na koncert przyjechało 77 000 fanów, zaś zespół  zainkasował za występ  800 000 $.

Nadchodzą jednak gorsze dni  „bad times”.jak śpiewał Plant w kawałku „Good times, bad times”.

Podczas drugiej części trasy po USA  w Nowym Orleanie Plant dowiaduje się o śmierci swojego syna Karaca.

Przerywają trasę i Plant pośpiesznie wraca do Anglii . „Cały ten sukces, ta sława nie znaczą nic jeśli na drugiej szali postawi się miłość rodziny” powiedział znajomym.

Ten rok był ostatnim w którym „Zeppelini” zagrali w Ameryce.  Nigdy więcej tam nie pojadą.  W tym czasie media pełne są  plotek o ich rozpadzie dodatkowo podsycanych  informacją, że czasowo zawieszają działalność koncertową na bliżej nieokreślony czas.

Dopiero w Maju 1978 roku muzycy postanowili spotkać się by pograć chwilę i pomyśleć co dalej.

Na jesieni  ponownie spotykają się w Londynie na próbach przed sesją do nowej płyty, którą będą nagrywać w studiach ABBY w Sztokholmie.

Podczas prób w Londynie w wynajętej sali  miała miejsce zabawna scenka. Obok w drugiej sali grała punkowa kapela Generation X . Gdy „Zeppelini” wychodzili po próbie na korytarzu zbluzgał ich jakiś młody wokalista z najeżonymi włosami. Bonzo spytał co to za dzieciak?. Był to To Billy Idol.

Podczas nagrań w Sztokholmie było inaczej bo tym razem nad realizacją i produkcją całości materiału czuwał John Paul Johns. Studia Polar dawały duże możliwości realizacyjne a potem post produkcyjne. To Jones w głównej mierze odpowiadał za brzmienie tej płyty.

Jedyny utwór z tej sesji, który pokazywał gdzie „Zeppelini” mogli być w przyszłości to „All My Love”.

Reszta utworów jest nadmiernie wzbogacona o syntezatorowe brzmienia, sprawia wrażenie przypadkowych pomysłów muzycznych skleconych tylko po to  by coś na płycie było.

Po nowym roku wrócili na chwilę do Sztokholmu by dokończyć miksowanie płyty.

Plant w drugiej połowie stycznia znowu został ojcem.

Jego żona Maureen rodzi mu syna Logana Romero.

Płyta „In Thrugth The Out Door” ukazuje się w drugiej połowie roku.

Jak zwykle w przypadku okładek wprowadzili nowum bo jednocześnie wychodzi sześć różnych wersji zdjęcia z frontu albumu i do tego wszystkie zapakowane są w szarą papierową kopertę.

Taka mała ekstrawagancja ale „kto bogatemu zabroni”.

W międzyczasie dają kilka koncertów w Anglii  między innymi na festiwalu w Knebworth.

Płyta „zjechana” przez krytyków i czołowe magazyny muzyczne okazała się kolejnym sukcesem. W USA była zbawieniem dla gasnącego rynku płytowego powodując wielkie ożywienie w sklepach i utrzymując się przez kolejne siedem tygodni w czołówce sprzedaży.

W drugiej połowie  roku 1980 zespół zaczął przygotowania  do kolejnej trasy po Ameryce.

Choć przez muzyczny świat jak burza przechodzi punkowa rewolucja to  najważniejszy rynek koncertowy czyli  Stany Zjednoczone w przeciwieństwie do Anglii miały gdzieś punka, którego tam słuchali tylko licealni outsiderzy i dziwacy.

W Stanach dzieciaki z przedmieść czyli ci wszyscy, którzy napompowali amerykański przemysł muzyczny miliardami dolarów chciały „Zeppów”, „Sabbatów”, „Heart” czy „Foreigner”.

Chciały koncertów swoich idoli a „Zeppelini” chyba właśnie łapali drugi oddech.

W wakacje dla „rozgrzewki” przed dużą trasą w USA zagrali kilka koncertów w Niemczech, Holandii, Belgii i Szwajcarii.

24 września w Windsorze  „Zeppelini” spotkali się po raz ostatni, Przygotowywali się tam do trasy w stanach a Bonzo od samego rana pił. Potem przenieśli się całą ekipą do domu Page. Imprezowali z okazji ponownego spotkania zespołu. Bonzo spił się do nieprzytomności więc asystent Page wyniósł go do oddzielnego pokoju położył na boku i obłożył poduszkami.

Następnego dnia znaleziono Johna Bonhama martwego.

Zmarł w wyniku uduszenia własnymi wymiocinami.

Zeppelinowy sterowiec nie wzniesie się już nigdy do lotu.

By wypełnić zobowiązania wydawnicze dwa lata później w listopadzie 1982 roku ukazuje się Coda bedąca w istocie jest zbiorem utworów, które nie weszły na wcześniejsze  płyty.

Czym zatem był Led Zeppelin, i kim byli muzycy tworzący grupę?

Najtrafniej scharakteryzował samych „Zeppów”  przedstawiciel Atlantic  Benoit Gutier.

„Uświadomiłem sobie że Led Zeppelin składa się z dwóch typów facetów. Dwaj z nich byli częścią przemysłu muzycznego, planowali wszystko i wiedzieli co się stanie. Dwaj inni Robert i Bonzo których nazwał bym facetami z Bajki , nie pochodzili nawet z miasta”.

„Zeppelini” byli przemyślanym konceptem Page, który wtedy gdy zakładał grupę nie przypuszczał chyba, że zajdą tak daleko. To była pierwsza supergrupa rockowa zarabiająca tak wielkie pieniądze i tak bardzo popularna. To byli chyba jedyni Anglicy , którzy grali amerykańską muzykę lepiej od samych Amerykanów. Byli też zwykłymi ludźmi, ludźmi nie pozbawionymi wad, próżności, którą wzmacniał ich sukces, popularność i pieniądze. I jak wszyscy rockowi idole tamtych czasów ocierali się o śmierć igrając z używkami i prowadząc szalone życie.

Najbardziej uwielbiani byli w Ameryce.

Stany były ich największym „rynkiem” z najwierniejszymi fanami.

Za każdym razem gdy tam przylatywali, na lotnisku „diabeł” witał ich z wielką tablicą – Welcome.

Traktowali Amerykę  jak wielki sklep z uciechami gdzie wszystko można kupić i zrobić do tego świetnie się zabawić.

Bonzo był najsłabszy z pośród nich.

Nie potrafił zapanować nad swoim porywczym charakterem, nie potrafił się ograniczać.

Gdyby nie zapłacił za to najwyższej ceny, kto wie gdzie Zeppelini dolecieli by w latach  80-tych czy 90-tych swoim rock’n’rollowym sterowcem.

Pozostali nie byli bez winy, i może właśnie dlatego nie potrafili już razem dłużej grać.

Nie mogli bez Bonhama.

Ale jeszcze jeden raz w historii  grupy duch dawnych Zeppelinów, na chwilę  przywoła dobre dni.

Koncert „Celebration Day” w Londyńskim O2, podczas, którego za bębnami usiadł syn „Bonzo”, Jason Bonham i zagrał jak z nut.

Pojawiła się „magia” jak za dawnych dni.

Tak jak 4 sierpnia 1979 roku  gdy „Bonzo” podczas próby przed koncertem w Knebworth posadził swojego  8 letniego syna za perkusję.

Kiedy młody Jason grał z resztą zespołu, Bonham odszedł daleko od sceny by posłuchać zespołu.

Powiedział wtedy – „Zobaczyłem po raz pierwszy Led Zeppelin.”

Myślę, że 10 grudnia 2007 roku John Bonzo Bonham „stał” na płycie areny O2 i był wtedy z Led Zeppelin, oglądając ich po raz drugi.

Tekst i zdjęcia R Bajkowski

 

 

 

 Więcej na temat Led Zeppelin przeczytacie w książkach:  ” Młot Bogów ” Stephena Daviesa,” Led Zeppelin”  Paula Kendalla,

„Światło i cień- Jimmy Page w rozmowach” Brada Topolskiego, „Led Zeppelin- Hołd ” Dave Levisa 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *