Pylon Ruby Monitor – Przyzwoity dźwięk w dobrej cenie.

Pylon Audio to ciekawa firma.

Nagle kilka lat temu, „trochę z nikąd”, pojawił się producent robiący doskonałe kolumny.

Sam używam ich Diamondów Monitorów i uważam je za świetnie grające zestawy głośnikowe.

O Pylon Diamond Monitor przeczytasz tu :

Diamond Monitor – głośniki które naprawdę brzmią. KLIKNIJ

W moim pokoju, Diamondy wpisały się idealnie w akustykę i jego kubaturę.

Na ostatnim spotkaniu Vintage-owych fanów w Dobieszkowie, Pylon Audio  wraz z Fezz Audio , zaprezentowali nowe kolumny podłogowe Ruby 30.

Kolumny były zestawione z prototypem wzmacniacza z Podlasia zbudowanego na podwójnym układzie lamp 300B.

 

 

Set grał  całkiem  interesującym dźwiękiem , lecz warunki do słuchania nie do końca były idealne.

Poprosiłem więc „chłopaków” z Pylona by podesłali mi mniejszą wersję kolumn podstawkowych, Ruby Monitor.

Po tygodniu dotarła do mnie paczka  z Jarocina.

Wielkością Ruby Monitor nie różnią się zbytnio od moich Diamondów

Ich  design jest jednak nieco inny.

 

 

Po pierwsze mają na stałe zamontowane „grille” ochronne na przetwornikach.

Siatka chroniąca zarówno głośnik nisko-średnio tonowy, tweeter  jak i wylot prostokątnego basrefleksu to świetny pomysł.

To kolumna która jest dziecio i koto-odporna.

Wasze małe pociechy nie „wydłubią”  tweetera, ani nie uszkodzą membrany, drivera niskotonowego.

Tak samo zresztą jak i kot, który co wiem  z doświadczenia, jest bardzo zainteresowany ostrzeniem pazurków na przetworniku niskotonowym.

Według projektantów z Jarocina, te siatki w żaden sposób nie wpływają na propagację dźwięku.

Dodatkowo nadają tym kolumnom nieco punkowego, zadziornego, charakteru.

 

 

Głośnik niskotonowy to oryginalny produkt Pylona w którym zastosowano plecionkę z nowego tworzywa  o nazwie Endumax.

Według producenta,  zastosowanie takiego tworzywa powinno cechować się bardzo precyzyjną reprodukcją w paśmie nisko-średnio tonowym z uwagi na idealne właściwości Endumaxu w zakresie sztywności oraz jego masy.

Tweeter jaki w nim zamontowano to głośnik Norweskiego Seas  z jedwabną kopułką.

Do tego otwór basrefleksu, jest zlokalizowany z przodu więc kolumny można dosuwać do ściany.

Cóż.

Pozostaje podpiąć te kolumny, poczekać aż drivery nieco się poluzują i ułożą.

Po tygodniu takiego grania w tle, na pierwszy ogień poszedł kompaktowy wzmacniacz w klasie D,  Denon DRA 100.

Postawiłem taki set na poddaszu które ma ponad 30 metrów.

Zdziwicie się ale te małe „paczki”, dały radę bez problemu nagłośnić taką przestrzeń z 30- to watowego wzmacniacza cyfrowego.

Muzyka jakiej  słuchałem to głównie pliki cyfrowe, w dużej części to pliki Flac 24Bit w 96 lub 192 kHz.

Pomijając wzmacniacz, kolumny w sposób zadziwiający, zagrały pełnym, przyzwoicie reprodukowanym, dźwiękiem.

 

 

Słuchałem Arona Goldberga z płyty „The Now”.

Na tej płycie, Reuben Rodgers gra na kontrabasie, nisko i gęsto schodzącym basem.

Lubię jego grę ale w tym przypadku chodziło mi o barwę i dynamikę z jaką jego gra była odtwarzana przez kolumny.

Do tego fortepian Arona jest grany w bardzo zniuansowany sposób.

Zestaw zabrzmiał jak by był napędzany znacznie mocniejszym wzmacniaczem, a muzyka odtwarzana z mocniejszych kolumn.

Właściwie to poczułem się wtedy jak by to były nie podstawkowe a podłogowe kolumny.

Potem w kolejności był jeszcze Robert Cray Band i …. Metallica.

Blues w wykonaniu Roberta Craya, odegrany zadziwiająco przestrzennie a Metallica po prostu dała do pieca.

Ogólnie wrażenie  na plus.

Przyjemnie grające kolumny.

Denon z którym były spięte według mnie odznacza się dosyć przyzwoicie podawanym dołem pasma.

Basy w nim są dobrze wysycone i raczej punktualne.

Co ciekawe jak na cyfrowy wzmacniacz, gra raczej cieplej niż chłodniej.

Słuchając muzyki za pośrednictwem tego setu, odniosłem wrażenie że o ile średnie częstotliwości są reprodukowane bardzo przyzwoicie, o tyle basy odznaczają się pewną twardością.

To nie jest suchy, krótki bas.

Co to to nie.

Jest nieco twardy ale nie pozbawiony ładnego „tłuszczyku” na samym dole.

Jest po prostu dosyć szybki.

Lecz co ciekawe w pomieszczeniu wydawało by się za dużym dla tych kolumn nie odnosiło się wrażenia jego deficytu.

Lecz „fajność” w słuchaniu muzyki z tych kolumn dopiero przede mną.

Zniosłem kolumny piętro niżej, postawiłem w swoim pokoju i zapiąłem z moim  lampowym wzmacniaczem, Silver Luna.

Teraz dopiero mam właściwy punkt odniesienia bo mogę wprost porównać Ruby z Diamondami, których używam na co dzień.

 

 

Na pierwszy ogień poszły znowu pliki cyfrowe i Ludovico Einaudi jego album „Elements”.

To ciekawa muzyka i zróżnicowane, dynamicznie granie.

Płyta ma  mocną i mięsistą linie basu szczególnie w utworze „Elements”

W przypadku tej płyty, ich odwzorowanie było nieco inne niż z tranzystorowego Denona.

Pojawił się naprawdę niski bas, i do tego nie był męczący i przerysowany.

Linie smyczków i solo skrzypiec, podane z dużą rozdzielczością.

fortepian bardzo ładnie się tu wtapiał w całość przekazu.

Zmiana.

Test na wokale.

Lubię testować je na utworze „Woman’s Work”, Agi Zarian.

Ponieważ jest tu dobrze zarysowana linia basu, lekko akompaniująca w tle gitara oraz solo na trąbce które fajnie koresponduje z wokalem, będącym na pierwszym planie.

Aga Zarian, zaśpiewała ładnie i przekonująco.

A więc „średnice” wyglądają nieźle, bez żadnych podbarwień, dosyć naturalnie.

Kontrabas znowu wydał mi się nieco twardy lecz bas, ten bardziej mięsisty, grany z „dołu”, był wyraźnie słyszalny.

Teraz czas na winyle.

Płyta gramofonowa to źródło  dosyć specyficzne.

 

 

Odznacza się  niższą dynamiką niż źródła cyfrowe.

Lecz jeśli mamy do czynienia z oryginalnymi tłoczeniami z lat 70 tych oraz dysponujemy w miarę przyzwoitym przedwzmacniaczem gramofonowym i wkładką,  jakość i sposób prezentacji muzyki, zazwyczaj jest dosyć plastyczny.

Wkładam na talerz Led Zeppelin „IV” a potem „II”.

„Czwórka”, wydana w 1973 roku do tego  mój egzemplarz  to drugie tłoczenie a więc płyta z epoki a print z Japonii.

No i teraz dopiero słyszę jak ładnie te kolumny grają „środkiem”.

Wybrzmienia i pogłosy, szczególnie pogłos bębnów w „When the Levee Breaks” jest bardzo precyzyjny.

Znam Zeppów z wersji remasterowanej na CD i co ciekawe z winyla nie jest wcale gorzej.

Powiedział bym nawet że nabrał nieco plastyczności, której odnoszę wrażenie nieco brak na septycznym CD.

 

 

Inna płyta.

Inna kapela.

Trochę inna realizacja.

Iron Butterfly i „Metamorphosis”.

Utwór „Butterfly Blue”.

Świetny drive, niski, mocny bas i pięknie odcinające się bębny.

To zadziwiająco dobrze zrealizowana płyta pomimo że był to rok 1970.

Bardzo przestrzennie i selektywnie zmiksowana.

Wiem jak brzmi zarówno z moich Diamondów jak i z dużych, Klipsch Cornwall.

I muszę przyznać że Ruby się bronią.

Po wysłuchaniu jeszcze kilku płyt analogowych, zaczynam dochodzić do przekonania że Ruby, dość ciekawie grają z winylami.

W grze nie ma przekłamania.

Jest lekka miękkość, plastyczność i spora ilość „powietrza” w średnich zakresach.

Jeśli płyta jest przyzwoicie zrealizowana, tak jak Iron Butterfly, zarówno dół pasma jak i wysokie częstotliwości są całkiem przekonujące.

Z  moją „Luną” i winylami, kolumny nawet fajnie grają.

Jakie więc grają Ruby Monitor ?

W moim przekonaniu grają nieco twardym basem.

Bas jest punktualny i jak napisałem , nieco twardszy niż w Diamondach.

Jednak ładnie podkreśla najniższe rejestry.

Taki rodzaj przekazu zbliża nieco brzmienie tych kolumn do  monitorów studyjnych bliskiego pola.

Za to w średnicach jest dużo ciekawiej.

Są według mnie, przyjemnie reprodukowane.

Przestrzeń i pogłosy, może nie są tak precyzyjne  jak w Diamondach, ale brzmią zadziwiająco ładnie z tych kolumn.

Jest też przyzwoicie rysowana scena z dosyć selektywnie podawanymi instrumentami.

I to zarówno akustycznymi jak i elektrycznymi.

 

 

Góra pasma jest w mojej opinii,  minimalnie matowa.

Nie będzie tu takiej selektywności i gradacji jak w droższych Diamondach.

Po prostu w porównaniu, nieco lepiej wypadają  wysoko-tonowe głośniki  Skan Speak zastosowane w  serii Diamond.

Co do średnic to mam wrażenie że różnica nie jest duża.

To porównywalne granie.

W każdym razie wokale, wypadają  przekonująco.

Jest to więc w gruncie rzeczy kolumna która nie odstaje mocno od tego co „maluje” dźwiękiem, Diamond.

Różnica to nie przepaść, to raczej  inaczej akcentowane barwy.

Ogólnie bardziej zniuansowane, bogatsze w szczegółach  granie, uzyskamy z  Diamondów.

Gdyby porównać Ruby i Diamonda, dwie cechy  różniące  te kolumny to:

W Ruby basy są  trochę twardsze.

Wysokie częstotliwości minimalnie bardziej matowe  niż w Diamondach.

 

 

Zauważyłem również że oś kolumny powinna być na wysokości uszu.

Usytuowanie osi kolumn nieco poniżej lub powyżej linii uszu, będzie skutkować,  lekkim stłumieniem niskich lub lekkim podbiciem wysokich częstotliwości.

Dla mnie przynajmniej, optymalnym ustawieniem było takie w którym oś kolumny względem uszu, wypadała nieco powyżej środka drivera niskotonowego.

A dla tych co lubią dużo dosadniejszego, rozciągniętego basu?

Cóż, prawdopodobnie pozostaje kupić większego brata czyli Ruby 20, lub dokupić aktywnego suba.

Sądzę że dobranie odpowiedniego wzmacniacza który nie gra „chudo” dołem i do tego potrafi dobrze reprodukować średnice i wyższe zakresy, powinno być dobrym rozwiązaniem.

Jak mi się wydaje na przykład z „Fezzową” Titanią, Ruby powinny stanowić dosyć synergiczny zestaw.

Tak czy owak za pieniądze jakie trzeba za Ruby Monitor wydać, otrzymuje się bardzo przyzwoity dźwięk, niewiele ustępujący Diamondom.

Jednak do Diamondów, trzeba dołożyć ponad 1000 zł.

Wiec jeśli macie małe dzieci lub koty, kupcie Ruby bo będą bezpieczniejsze.

Oczywiście mam na myśli, głośniki.

 

Tekst i zdjęcia Robert Bajkowski