Diamond Monitor – głośniki które naprawdę brzmią.

Pylon Diamond Monitor to świetny zestaw głośnikowy.

Banał, bo przecież gdyby zajrzeć do internetowych recenzji na jego temat, każda chwali je za świetny dźwięk.

Właściwie na tym można by zakończyć pisanie o Diamondach i po prostu powklejać linki do tychże  recenzji.

Ale muszę napisać dlaczego tak bardzo je polubiłem.

W końcu praktycznie od dłuższego czasu wszystkiego słucham własnie na nich.

Dlaczego chociaż mam dwa inne zestawy głośnikowe, to własnie Diamondy grają bez przerwy od kilku miesięcy?

Dlaczego te inne  nie przekonują mnie  do siebie  tak bardzo jak właśnie Diamondy Monitory?

Powód jest jeden.

Te Pylony  grają tak że jakich bym innych głośników nie podpiął do „Lunki” i tak wkrótce wracam do Diamondów.

Zrobione są bardzo porządnie a nawet pięknie w wersji z olejo-woskowanym fornirem.

Takie też obecnie użytkuję.

Kolumny wyglądają fajnie z lekko pochylonym do tyłu frontem, by zarówno głośnik średnio-nisko tonowy jak i tweeter grały w fazie.

No i ta piękna, minimalistyczna, świetnie spasowana bryła skrzynki głośnikowej.

 

Diamond to kolumna podstawkowa  z bas-refleksem umieszczonym z tyłu obudowy.

A więc potrzebuje trochę przestrzeni z tyłu pomiędzy skrzynką głośnika a ścianą.

Skomponuje się w każdym pomieszczeniu z każdym meblem.

Diamond monitor wyposażony jest w porządne terminale do podpięcia kabli.

Do tego Pylon robi do nich całkiem zgrabne podstawki które można ustawić na dwa sposoby jak na powyższym zdjęciu.

Kolumny dostałem około dwa miesiące temu i zdążyły już pograć  z kilkoma wzmacniaczami a teraz czekają na najnowszy, Haiku Origami.

„Paczki” przyszły prosto z fabryki więc były  to niewygrzane „nówki” sztuki.

Wyjąłem, podpiąłem i odpaliłem.

Najpierw brzmienie było matowe ze zgaszoną górą i „bezpłciowym”, dołem pasma.

Ale w miarę grania, godzina za godziną, barwa dźwięku  robiła się coraz ładniejsza.

Wysycał się bas i soprany a środek pasma robił się coraz bardziej selektywny.

Po około 10 dniach dosyć intensywnego grania, usłyszałem prawdziwy wymiar tych głośników.

Co ciekawe  miały wtedy okazję zagrać  z trzema różnymi wzmacniaczami.

Były to Haiku Selene, Silver Luna i Mira Ceti .

To niesamowite bo z każdym ze wzmacniaczy grały świetnie.

Przy swojej sprawności w okolicach 88 dB spokojnie dawały się wysterować każdemu  z nich.

Nie ważne czy  był to Haiku Selene z 6L6, czy Fezzowy Singel Ended na lampie 300B, czy tez Silver Luna.

Głośniki wydobywały to co najlepszego miały do zaoferowania te wzmacniacze.

 

W przypadku Mira Ceti pokazały jak pięknie „Mirka” gra  z repliką WE od Chińczyków z Psvane.

Natomiast o Selene opowiedziały jak kulturalnie grający wzmacniacz,  potrafią zrobić w Krakowie.

Pisze o tym dlatego ponieważ według mnie największą zaletą Diamondów jest to że nie dodają  nic od siebie.

Starają się być na tyle przezroczyste na ile pozwalają na to drivery w nich zamontowane.

A są to całkiem przyzwoite Norweskie Seasy jako głośniki średnio, nisko-tonowe i tweeter od Skan Speaka.

Diamond Monitor charakteryzuje się według mnie dwiema istotnymi cechami:

Po pierwsze gra bardzo  dobrze  kontrolowanym basem.

Jeśli twój wzmacniacz sam w sobie nie rozciąga basu, to będzie on niezwykle punktualny.

Nie usłyszysz z tego głośnika „ciepłych kluchów”  bo nie tylko że bas będzie w punkt to jeszcze zagra bardzo soczyście i dynamicznie.

No chyba ze twój wzmacniacz to „senny miś Koala” ale wtedy nic nie poradzisz.

Nie do wiary że ze stosunkowo małych głośników podstawkowych w pomieszczeniu nieco ponad 15 metrów bas jest tak mocny a jednocześnie selektywny.

Druga ich cecha to niezwykle muzykalnie i precyzyjnie „malowane” średnie częstotliwości.

W secie, Psvane Replika 300b i Mira Ceti słuchałem tych średnic z czystej przyjemności  słuchania  pięknych wokali jakie zarówno wzmacniacz jak i głośnik  wiernie odtwarzał.

Co do zakresów wysokich częstotliwości to są one dokładnie takie jakie powinny być.

Bez chirurgicznej septyki,  za to z żywym bezpośrednim przekazem.

Jeśli chcesz usłyszeć blachy skrzące się drobinkami cukru jaki się z nich sypie, to to usłyszysz.

Ale nie będzie to ostry tnący do żywego, skalpel.

Raczej bardzo dokładne ale i wysycone, muzykalne brzmienie.

Ogólnie poszczególne zakresy pasma są w tym głośniku  „sklejone”  po prostu perfekcyjnie.

Czy słuchałem  z nich mojego ulubionego Torda Gustavsena czy niesamowicie laboratoryjnie nagranej płyty Supertramp „brother where You Bond”, przekaz zawsze był prawdziwy na tyle na ile realizator przyłożył się do swojej roboty.

Co do Manfreda Eichera z ECM to zawsze jest to perfekcja w brzmieniu i przestrzeni.

Fortepian brzmi jak fortepian a przestrzeń jest niezwykle wiernie przenoszona do mojego pokoju.

Wiem gdzie kto stoi ze swoim instrumentem  na scenie.

Sama scena sięga daleko poza ściany pokoju odsłuchowego.

Natomiast Supertramp pokazał że pierwsze w pełni cyfrowe rejestracje czyli te robione na początku lat 80-tych, zarówno w studiu jak i potem w masteringu  trochę przedobrzono.

Nagrania robiono tak „czysto”  że płyta brzmi niestety jak by była nagrywana w Skandynawskim szpitalu.

Pozwoliłem sobie na tę  przydługą dygresję  bo uświadomiłem sobie że takie wrażenia przekazały mi właśnie doskonale brzmiące Diamondy.

A stało się tak nie za sprawą jakiejś niezwykłej, magicznej cechy tych kolumn.

Sprawił to  świetny dobór driverów od Seasa i Skan Speaka.

Dobrze zaprojektowana  i wykonania  zwrotnica.

Niezwykle porządnie zrobiona  i policzona skrzynka głośnikowa.

W sumie dało to synergię tworzoną pomiędzy każdym ze wzmacniaczy i świetnie zaprojektowanym zestawem głośnikowym.

Diamondy są po prostu „przezroczyste” dla systemów jakie do nich dopniemy.

Przekazują materię muzyczną w taki sposób jak została zrealizowana.

Jeśli to dobra realizacja przekaz będzie również dobry.

Jeśli słaba, głośnik nie omieszka was o tym poinformować.

Nagrania realizowane w Naim Label to czysta przyjemność słuchania.

Antonio Forcione i jego nylonowe struny brzmią tak jak nylonowe struny.

Tu przekaz jest niezwykle wierny.

Cięższe gatunki rocka również daje się z tych „paczek” słuchać z dużą przyjemnością.

Najnowszy remasterowany koncertowy CD  „Zeppelinów”, to płyta którą odkrywam na nowo.

I już  sam nie wiem czy za sprawą Jimmy Page,  który odświeżył i oczyścił stare taśmy z „The Song Remains the Same”.

Czy też za sprawą niezwykle czystego dźwięku produkowanego przez Diamondy.

Chciałem jeszcze posłuchać  jak grają w trochę innym układzie  dźwiękowym.

Okazało się że w systemie kina domowego sprawdziły się wybornie.

Co ciekawe zagrały w miarę spójnie nawet z moim starym centralnym głośnikiem Wharfedale.

Słuchanie koncertów z tych niedużych kolumn  w całkiem dużym salonie jest wielką frajdą.

Oczywiście wcześniej zestroiłem całość, wyrównując charakterystyki częstotliwościowe i poziomy dla poszczególnych kanałów w amplitunerze.

Ostatecznym testem Diamondów, przynajmniej dla mnie było wspólne  słuchanie muzyki z  moim gościem,  Johnem Allenem.

Słuchaliśmy przeróżnych gatunków muzycznych z przewagą klasycznej muzyki symfonicznej.

Diamondy grały spięte z Silver Luną a pliki  były streamowane z  Tidala w wysokiej rozdzielczości.

John Allen to wybitny Amerykański  inżynier akustyk który przez długi czas odpowiadał za rejestracje i nagłośnienie w Filharmonii Bostońskiej.

Potem zaprojektował jeden z najlepszych systemów głośnikowych do kina czyli HPS 4000.

Ciekawostką jest że przy tym projekcie wspomagał go Paul Klipsch i główny inżynier  z jego fabryki.

John spytał co to za głośniki?

odpowiedziałem że to Polski Pylon.

Stwierdził że: grają świetnie.

Świetnie w jego ustach to duży komplement dla chłopaków z Pylona.

Powiedział to gość który osobiście znał Paula Klipscha.

w domu na co dzień słucha muzyki z potrójnego  zestawu  Heritage Klipschorn.

A sam produkuje jedne z najlepszych głośników kinowych w historii.

Dodam tylko że w przypadku wzmacniaczy lampowych których John entuzjastą raczej nie jest, o Lunie powiedział że jak na lampę to całkiem dobry  i bardzo emocjonalnie grający wzmacniacz.

Może był tylko miły.

A może po prostu oba urządzenia zagrały dobrze, synergicznie, on to usłyszał i pochwalił.

Nie wiem.

Ale  nawet gdyby mi  tego nie powiedział to wiem że głośniki Diamondy  jakie stoją w moim pokoju są naprawdę wyśmienite.

Jeśli odłożę  sobie odpowiednią „kasę” to bez wątpienia głośniki te będą grały w moim domu.

Bo to że je kupię jest przesądzone.

Niestety z żalem wkrótce będę musiał się z nimi rozstać  i odesłać do producenta.

Okres testowego grania się kończy, choc mam nadzieję tylko na krótko.

A więc nie przedłużam bo chce się jeszcze nacieszyć fantastycznie graną przez nie muzyką.

Ostatecznie to dla niej kupujemy te wszystkie „zabawki” dla dużych chłopców.

Nie,  przepraszam.

Kupujemy je dla nas, dla wielbicieli dobrej muzyki.

tekst i zdjęcia R Bajkowski