Kulturalny wzmacniacz z Krakowa

Lubię Kraków.
Lubię „Dolne Młyny” letnim wieczorem tak jak „Planty” o poranku.
Lubię posłuchać jazzu u Muniaka tak samo jak ulicznych grajków na rynku.
Kraków, miasto artystów, Nigela Kennediego czy nieżyjącego już Tomasza Stańki.
Lubię to miasto w lato gdy jest zielone i pełne słońca.

Ale dzisiaj „Kraków” przyjechał do mnie.
Przyjechał bardzo zacny produkt z miasta „wawelskiego smoka” o którym wam trochę opowiem.

SELENE 6L6

Selene to w pełni lampowy wzmacniacz od Haiku Audio.
Pracuje w klasie A z mocą 15 watów, a napędzają go dosyć popularne lampy 6L6 choć mój egzemplarz ma rosyjską wojskową odmianę tych lamp.

 

Wzmacniacz prezentuje się bardzo dobrze, łącząc „vintageowy” wygląd górnej części obudowy gdzie zamontowane są lampy i transformatory od Ogonowskiego, z nowocześnie wyglądającym frontem tak charakterystycznym dla wszystkich produktów tej marki.

 

 


Zarówno front jak i obudowa wzmacniacza jest solidnie wykonana.
Widać tu dbałość o najmniejszy szczegół.
Od śrubek w obudowie, poprzez świetnie wykonane gałki po spasowanie poszczególnych elementów.Mówią że pierwsze wrażenie jest ważne i w tym przypadku pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne, zachęcając do bliższego poznania Selene.

      


Na początek podpiąłem do niej Pylony Opal 23 i szczerze mówiąc Wiktor Krzak konstruktor tego wzmacniacza i właściciel firmy Haiku Audio, miał lekkie obawy czy to jakoś zagra?
Choć Opale 23 mają dosyć mocny „dół” to w tym przypadku, nawet mnie zaskoczyła względna selektywność przekazu uzyskanego z tych głośników właśnie w dolnych rejestrach.
Ale to jest bardziej zasługa wzmacniacza który dobrze kontroluje dół pasma.
Warto dodać że również pokój w którym odsłuchuję muzyki jest poprzez niewielkie modyfikacje akustyczne znacznie „przyjaźniejszy” dla różnych typów głośników i wzmacniaczy.
Nie znaczy to że taka modyfikacja zmienia brzmienie” sprzętów”.
Ma raczej na celu poprawić warunki akustyczne w których słuchamy muzyki.
Wracając do tematu pierwsze takty z płyt wykonawców które przywiózł ze sobą Pan Wiktor jak i kilka moich płyt, rozwiało wątpliwości.
Muzyka jaką nam zagrał wzmacniacz była całkiem w porządku.
Posłuchaliśmy jeszcze kilku innych płyt, miło rozmawiając o wielkiej pasji Pana Wiktora do muzyki i elektroniki.
Co ciekawe w obu tych dziedzinach Wiktor Krzak to zawodowiec.
Łączy artystyczną duszę muzyka z dyplomem konserwatorium muzycznego, oraz praktyczną wiedzę elektronika popartą edukacją i wieloletnim doświadczeniem.
Konsekwencją tego mariażu jest niebanalne podejście do brzmienia, wyglądu i jakości wykonania jego wzmacniaczy.
Przez kilka kolejnych dni Selene umilała mi czas muzyką odgrywaną podczas pracy.
Lecz pełnię swoich możliwości, wzmacniacz pokazał dopiero z monitorami Pylon serii Diamond.
W moim opisie podaruję sobie cała audiofilską „poezję” w opisie tego co słyszę.
Skupię się na moich subiektywnych wrażeniach z wysłuchania kilku płyt, oraz tego co i jak ten wzmacniacz przedstawia.

MUZYKA

Pierwsze co odczuwasz po włączeniu wzmacniacza i rozpoczęciu odsłuchów, to jego wielka kultura w „malowaniu” dźwięków.
Tak, to chyba najtrafniejsze określenie: kulturalnie grający wzmacniacz.
Tu nie ma faworyzowania jakiegokolwiek zakresu częstotliwości, wszystko jest idealnie poukładane.
Basy są kontrolowane perfekcyjnie.
Druga cecha tego kulturalnego wzmacniacza to przestrzeń i wybrzmienia poszczególnych instrumentów.
Przestrzeń jaką kreuje ten wzmacniacz jest naprawdę duża.
Przekaz jest wieloplanowy z szeroką sceną.
Muzyka zabrzmiała bardzo prawdziwie i nie ma znaczenia jaki jest to jej gatunek.
Zarówno instrumenty strunowe jak i dęte, gitary czy perkusja, kontrabas czy wiolonczela, klarnet czy trąbka, odtwarzane są realistycznie.
W takim zestawieniu słychać wszystkie niuanse, każde dotknięcie struny, każde pociągniecie smyczka, każde nawet najmniejsze zadęcie w trąbkę czy saksofon.
Ale to co określił bym jako szczególne w Selene to odgrywanie wokali.
To naprawdę dosłowny i precyzyjny  przekaz.
Średni zakres częstotliwości jest tu „pokazany” bardzo szczegółowo i jednocześnie naturalnie.
Co ciekawe wykonania wokalne w języku Polskim są przekonujące, a sybilanty jakich w naszej mowie jest dużo,  są pozbawione charakterystycznego „świszczenia”.
Wystarczyło odegrać płytę Anny Marii Jopek jaką nagrała z Gonzalo Rubalcaba.
Jej wokal podany jest tu bardzo prawdziwie.
Usłyszysz wszystkie nawet najcichsze szepty z wyjątkową wiernością.
Niewątpliwie przyczynia się do tego realizacja samej płyty lecz łatwo to zepsuć gdy wzmacniacz i głośniki nie odtwarzają tego precyzyjnie.
Dokładnie tak samo wypadła Kasandra Wilson śpiewająca zupełnie innym,  ciemnym, niskim głosem.
Płyta „Silver Pony” brzmi świetnie.
Liryczne i spokojne utwory korespondują z niezwykłym głosem Kasandry Wilson.
Podawane są bardzo dynamicznie ze świetną separacją instrumentów i dobrze oddanym pogłosem który obrazuje kiedy dany utwór był rejestrowany na żywo a kiedy w studiu.
Również starsze rejestracje jak choćby Nina Simone, śpiewająca” Tell Me More And More Then Some” to czysta przyjemność słuchania głosu wokalistki, dźwięków fortepianu, kontrabasu i harmonijki ustnej, gdzie wszystko tworzy harmonijny przekaz.
Co ciekawe nawet czasami chłodne i ostre dźwięki jakie serwuje na przykład Markus Miller, tu wypadają lekko ocieplone w sposób jaki może się podobać.
Szczególnie spodobało mi się gdy odsłuchiwałem koncert Milesa Davisa zagrany z orkiestrą Quincy Johnesa w Montreux.
Tu „dęciaki” błyszczą i pomimo że trąbka Milesa, nie była najwyższych lotów, brzmieniowo wypadała przekonująco.
Do tego scena i poszczególne plany były podawane z rozmachem.
Ten koncert zabrzmiał świetnie i choć to nie najlepszy okres Davisa, to ratuje tę płytę to że Miles powrócił do utworów Gila Evansa z początku kariery.
Mnie płyta się podoba bo Davies na tle świetnej orkiestry Quincy Jonsa, wypada bardzo  efektownie, co nie było by tak oczywiste jeśli zagrał by w typowym jazzowym składzie.
Ale może gdyby nie Selene i jej czysty przekaz miałbym inne wrażenie?
W równie kulturalny sposób słucha się za pomocą tego wzmacniacza większych mocniejszych składów oraz symfoniki.
Odsłuchiwałem Bacha, Vivaldiego, Beethovena ,a wiec rozbudowane orkiestry z dużymi sekcjami dętymi, smyczki wiolonczele, to wszystko naprawdę brzmiało bardzo dobrze.
Pomimo tylko 15 wat, udawało się uzyskać bardzo mocne a co najważniejsze realistyczne brzmienie, które odznaczało się świetną selektywnością i barwą.
Barwą która w naturalny sposób oddawała brzmienia poszczególnych instrumentów.
Chciałem się przekonać jak Selene poradzi sobie z rockiem bo co do jazzu i klasyki wzmacniacz odgrywał je w moim przekonaniu, bardzo dobrze.
Zapuściłem Extreme z płyty „Sides to every story”, i juz pierwszy utwór pokazał że nie będzie z takim gatunkiem muzycznym, problemu.
W pewnym momencie zagrał jak bym miał w pokoju system wielokanałowy z efektami dookólnymi (to świetna realizacja płyty w połączeniu z umiejętnością Selene do kreacji przestrzeni).
Extreme, zagrało mocno z dobrym „drivem” ale i dużą selektywnością co w przypadku cięższego rocka nie jest wcale oczywiste.
Metallica też dawała radę, choć nie jest to gatunek muzyki jakiego obecnie słucham.
Ale tu o dziwo, udało się wykreować Selenie, dosyć masywne riffy z gitar Jamesa Hetfielda i Kirka Hammetta choć w przypadku Metalliki, w całości przekazu przydało by się więcej „mięsa”.
Połączenie dwóch elementów czyli „Diamondów” i Selene, dały w mojej opinii dobrą synergię.
Choć zapewne z innymi głośnikami mogła by zabrzmieć równie dobrze.

 

Okazuje się że ten 15 watowy „piec” może bardzo efektywnie napędzać głośniki o skuteczności poniżej 90 dB (Diamondy dysponują skutecznością 88 dB i mocą nominalną 80W)
To co pokazały monitory Pylona w połączeniu z Selene w przeciwieństwie do Opali 23, jest odgrywane z większą „kulturą” i znacznie lepszą jakością, ale „Diamondy” to jednak inna liga.
O samych Diamondach będę musiał napisać oddzielny artykuł bo głośniki są tego warte.

 

PODSUMOWANIE

Czas na podsumowanie .
Kraków to bez wątpienia miasto artystów.
Zarówno „klimat” tego miejsca jak i tradycje zobowiązują.
Może dlatego właśnie ten lampowy Haiku, gra tak naturalnie, ciepło i realistycznie.
Może to klimat miejsca?
Ja jednak sądzę że to przede wszystkim wrażliwość i „ucho” jego twórcy, Wiktora Krzaka, sprawia że muzyka odgrywana przez Selene, jest tak pełna emocji i zarazem tak naturalna.
Haiku Audio stworzyło świetny, muzykalny wzmacniacz który sprawdza się w niemalże każdym gatunku muzyki.
Lecz w mojej opinii to wzmacniacz dla „koneserów” dobrej muzyki i dobrego brzmienia.
Mam nadzieję że takim właśnie fanem muzyki jesteś, drogi czytelniku.


To niezwykle kulturalnie grający „instrument” bo chyba tak właściwie trzeba by go nazwać.
Zaspokoi oczekiwania przede wszystkim tych którzy poszukują naturalnego przestrzennego brzmienia.
I mam tu na myśli nie tylko samo brzmienie wzmacniacza.
Bardziej myślę o przekazywanej przez niego, barwie i dynamice instrumentów odgrywających muzykę.
Tak więc melomani chadzający do filharmonii ale i miłośnicy akustycznych brzmień, wokali, bluesa czy jazzu, będą tym wzmacniaczem oczarowani.
Czy fani „metalu” znajdą w nim esencję mocy?
Zapewne tak, ale jeśli szukasz „poweru” i „mięcha” chyba lepiej poszukać czegoś z większą mocą i na tranzystorach.
O ile wiem Haiku ma dla was coś takiego.
Ale o tym może innym razem.

Tekst i zdjęcia- Robert Bajkowski

 

P.S Wielkie dzięki dla Pylon Audio i  Pana Mateusza Jujki za udostępnienie do testu, głośników Diamond Monitor.