Mira Ceti – ciepłe klimaty.

Pierwsza odsłona

 

Dostałem do odsłuchów  wzmacniacz lampowy Mira Ceti.
Wreszcie mam okazję by posłuchać brzmienia kultowych lamp 300b które go pędzą.
Obsadziłem lampy w gniazdach, podpiąłem CD.
Głośniki na których będę słuchał tego wzmacniacza to Diamond Monitor, które brzmieniowo bardzo mi przypadły do gustu.

Pylon zastosował w nich bardzo dobre przetworniki firm Seas i Skan Speak.
Głośniki dzięki temu grają bardzo naturalnym dźwiękiem, jednocześnie dysponują dobrą dynamiką i wyśmienitą kontrolą niskich częstotliwości.
Wracając do wzmacniacza to nawet fajnie wygląda, bo ma taki trochę staroświecki wygląd.
Chromowane walcowate obudowy transformatorów korespondują z czernią chassis wzmacniacza, a lampy 300b świetnie wyglądają na ich tle.
Klasyczne, dla Fezza, minimalistyczne podejście do wyglądu zarówno frontu jak i tylnej części wzmacniacza robi naprawdę dobre wrażenie.

 

Pora by włączyć „Mirkę”, poczekać chwilę aż rozgrzeją się lampy i posłuchać jak zagra.
Włączyłem, zapuściłem Cheta Beckera, usiadłem w fotelu i …

 

Historia

 

Lampa 300b – niektórzy twierdzą, że to „Święty Grall” audiofili i jedna z najstarszych konstrukcyjnie lamp stosowana do dzisiaj we wzmacniaczach audio.
Historia rozpoczyna się w 1938 roku kiedy to 300B pojawiła się na scenie za sprawą firmy Western Electric.

 

 

Pierwotnie wykorzystywana we wzmacniaczach kinowych bo lampa ta miała największą moc z ówcześnie oferowanych, no i bardzo dobrze odtwarzała średnie tony.
Była więc idealna z punktu widzenia ówczesnego dźwięku i reprodukcji dialogów w monofonicznych, analogowych ścieżkach dźwiękowych.
Lampę wykorzystywano jeszcze w regulatorach napięcia.
Często stosowana w odbiornikach radiowych i wzmacniaczach dźwiękowych.
Z czasem, gdy zaczęto stosować we wzmacniaczach, układy Push-Pull i inne typy lamp  pomału 300b zastąpiono mocniejszymi choćby El34 wprowadzoną przez Philipsa w latach 50-tych.
W końcu około 1988 roku zaprzestano jej produkcji .
Ale Audiofile do dzisiaj uważają, że lampa ta ma niepowtarzalną barwę dźwięku i pomimo niezbyt dużej mocy, zastosowana w układach singel-endend daje coś czego inne lampy nie mają.
Ciepłą szczegółową średnicę i „magię grania”, której nic nie dorówna.
Duży popyt na tę lampę oraz prawie brak NOS-ów na rynku sprzętu audio z  wyższej półki, spowodował, że od 1997 roku Western Electric wznowił ich produkcję w swojej fabryce w Kansas City.

Co ciekawe, Western Electric zatrudnił kilkunastu pracowników, którzy wcześniej wykonywali te lampy a teraz pomagają wdrożyć ich produkcję od nowa.
Dzisiaj produkuje się je między innymi w Rosji na Słowacji i w Chinach.
Chińska fabryka Psvane robi nawet dokładną kopię tych lamp pod nazwą ” WE Replica”
Sama lampa, no cóż, dla postronnego obserwatora wygląda nieco archaicznie z pękatą bańką i dużym „gridem” siedzącym w środku.

 

Słuchanie

 

Usiadłem w fotelu a Chet Becker, którego bardzo lubię poszedł na pierwszy ogień.
Nagrania z lat 1955 -77, wiec jakościowo i stylistycznie zróżnicowane.
Chciałem się wkręcić trochę w taki oldschoolowy klimat.
Pierwsze wrażenie – zaskoczenie.
Lampy 300b grają zupełnie inaczej niż dotychczas odsłuchiwane przeze mnie wzmacniacze.
Pierwsze co słyszysz to mocny a nawet bardzo mocny środek pasma.
Jest jak język psa „wywalony” w gorący dzień.
Tak to jest pierwsze na co zwrócisz uwagę.
Lecz te średnie częstotliwości podawane są bardzo głęboko z dużą ilością powietrza,
są niezwykle przestrzenne i zarazem precyzyjne.

Jeśli nigdy nie słyszałeś lampowego brzmienia i jakoś próbujesz go sobie wyobrazić, to wydaje mi się, że słuchając tego wzmacniacza z lampą 300b usłyszysz dokładnie to co wyobrażałeś sobie jako lampowe brzmienie.
Ocieplone,  z miękkim rozciągniętym głębokim basem i uwypukloną średnicą.
Miłe dla ucha.

 

Mnie to  troszeczkę przywołało  wspomnienie starego lampowego radia Telefunken, które stało u moich dziadków.
Dużego radia z drewnianą obudową i „magicznym okiem” pośrodku, grającego ciepłą głęboką barwą dźwięku.
Chet Backer bez względu czy śpiewał swoim matowym głosem czy grał na trąbce, dla mnie brzmiał super.
To niesamowite bo znam te płyty na wylot a teraz zabrzmiały jak by były nagrane od nowa.
Zdałem sobie sprawę, że pewnie zabrzmiało to u mnie właśnie tak jak w czasach gdy w latach 60-tych Chet nagrywał płyty i słuchał na podobnym wzmacniaczu lampowym.
Następna płyta jaka znalazła się w CD to płyta nagrana w 1964 roku w Carnegie Hall w N.Y.
Płyta to rejestracja spotkania Stana Getza i Joao Gilberto.
Puściłem i od razu zrobiło się przyjemnie.
Cóż za przepiękne klimaty malowane przez te „archaiczne” lampy.
Poczułem przez chwilę „ducha” tamtego wieczoru.
Saksofon Stana Getza brzmiał niezwykle naturalnie i ta głębia, te mikro pogłosy kształtujące w głowie obraz sali, jej wielkości, rozstawienia muzyków.
Wibrafon, który tu szczególnie ciepło zagrał dzięki Garemu Burtonowi.
Niesamowite jest tu  precyzyjne odtwarzanie wszystkich dźwięków ze średniego i niskiego zakresu w tym przypadku  kontrabasu czy  miękkie  głaskanie bębnów i talerzy za pomocą miotełek.
Gitara Joao Gilberto, miło i ciepło grająca oraz jego matowy niski głos.
Jak ta Bosa Nova potrafi zauroczyć.
Tak, w takich utworach dopiero rozumiem czym czarują lampy 300b.
Potem nastąpił Black Sabbath z pierwszej płyty.
Nawet zabrzmiało.
Gitary w miarę fajne mięsiste ale już bębny i bas trochę za miękkie , brak w tym energii i „kopa” jaki w przypadku takiego gatunku muzyki jest kreowany choćby przez Titanię.
Zupełnie inaczej miała się sprawa z Led Zeppelin.
Może to kwestia realizacji i dużego pietyzmu Jimmy Page’a podczas realizacji płyt.
„Physical Graffiti” a z niej „Kashmir” .
Przestrzeń i mocne bębny „Bonzo” zabrzmiały przekonująco.
Fantastycznie słychać smyczki które powtarzają riff gitary oraz wybrzmienia bębnów z charakterystycznym pogłosem.
Druga płyta „Zeppów” była jeszcze fajniejsza bo tu jest dużo wszelkiego typu „smaczków” brzmieniowych, przesłuchów pomiędzy kanałami, efektownych wybrzmień.
Nigdy nie słyszałem tak przestrzennie obu tych płyt.
Spróbowałem jeszcze Dream Theater z płyty „Images and Words” ale brzmiał zbyt septycznie bez czaru co, jak sądzę, jest „zasługą” realizacji z zastosowaniem wielu „polepszaczy” i „kompresorów” dźwięku, które nie koniecznie fajnie brzmią z „lampy”.
Nie, zdecydowanie nie moja bajka.
Mój ulubiony Dream Theater nie podchodził mi z tego wzmacniacza.
Na końcu posłuchałem  Tomasza Stańki z płyty „Dark Eyes” i na szczęście wszystko wróciło do normy.
Chwała Manfredowi Eicherowi za rewelacyjną produkcje ale i Western Electric za wymyślenie lampy 300b i jej piękne brzmienie.
Wróciłem do „staroci” B.B Kinga Ottisa Reddinga i Gery Lee Hookera, tak kończąc dzień.

 

Wino

 

Due Lune – Dwa księżyce to zaiste świetne wytrawne wino ze słonecznej Sycylii.
Tworzą go szczepy Nerello Mascalese, Nero i d’Avola dające przepiękny bukiet. Wyczuwasz w nim suszone śliwki i dojrzałe wiśnie a łagodne taniny powodują że nie jest zbyt cierpkie.
No i ten niesamowity posmak słodyczy z cukru resztkowego na finiszu.

Winogrona kiedy juz maksymalnie dojrzeją, ścina się w całości, kiście z gałązkami.
Suszy w Sycylijskim słońcu wspomaganym przez Sirocco, wiatr znad Afryki.
Gdy utracą około 20% masy, podsuszone grona idą do długotrwałej fermentacji wraz ze skórkami a na końcu trafiają na 6 miesięcy do dekantacji.
To niezwykłe wino w połączeniu z dobrą muzyką, smakuje wybornie.
Jego produkcja jest kwintesencją filozofii, w której stara tradycja enologiczna jest najważniejsza.
Bo wino robione jest tak jak 100 lat temu w miejscowości Sambuca di Sicilia.
Co ciekawe, winnica jest oddalona od miasta Corleone o 50 minut jazdy samochodem.
Pijąc to wino poczujesz się trochę jak Michael Corleone z „Ojca Chrzestnego” grany przez Ala Pacino.
Kto wie?
Może gdy grał w filmie Coppoli, podczas kręcenia scen przymusowej banicji na Sycylii, popijał właśnie to doskonałe wino.

 

Włoskie klimaty

 

Kilka dni temu dotarły do mnie dzięki firmie  4HIFI , repliki lamp 300b.
Jestem bardzo ciekaw jak zagrają bo oryginalne Wesern Electric niestety są poza zasięgiem.
Umówiłem się z moimi znajomymi na kolację przy której posłuchamy „magicznego” dźwięku legendarnych lamp i tego zacnego wzmacniacza.
Moje ulubione wino jest na stole, w tle grzeją się już lampki 300b w wersji Replica.
„Mirka” czeka aż podamy „Spaghetti con gambaretti e ruccola” a w tle „poleci” mój faworyt Antonio Forcione.

Wszystko z południowej Italii, no oprócz „Mirki”, która jest z Podlasia.
„Antek” gra nam do kolacji z płyty „Getho Paradise”, na której wspomogli go: Trilok Gurtu, wraz z basistą Kaiem Eckhardtem.
Wino doskonale „wchodzi” z makaronem i serami.
A muzyka?
Antonio gra muzykę bardzo eklektyczną z wpływami różnych kultur.
Jest jednocześnie genialnym gitarzystą z wielkim polotem i ma „ucho” do świetnych kompozycji.
Na tej płycie, słychać reminescencje jego włoskich korzeni choćby w utworze Tarantella, która jest ludową piosenką z południowych Włoch.
Muzyka, którą tworzy Antonio Forcione tak jak włoski design.

Możesz ją pokochać właśnie za to, że jest po prostu ładna.
Do tego wzmacniacz przenosi ją w sposób niezwykle przyjemny.
Na pewno znaczenie ma realizacja dla „Naim Label” ale tak ciepłego i miłego dla ucha brzmienia z tej płyty do tej pory nie miałem okazji słyszeć w moim domu.
No i muszę wspomnieć o tym, że brzmienie alternatywnego zestawu lamp Psvane dodaje dodatkowej „miodności” podczas słuchania.
Ich barwa i brzmienie bardzo mile mnie zaskoczyło.
Zauważyłem, że Grzesio, który nigdy wcześniej nie słyszał lampowego wzmacniacza cały czas wsłuchuje się w dźwięki płynące z głośników.
Pomyślałem że muzyka której słuchamy przypadła mu do gustu.

Spytałem przyjaciół, z którymi spędzaliśmy wieczór co sadzą o brzmieniu Mira Ceti.
No…..
Jest ciepłe, a dźwięk gesty jak espresso.
Podoba mi się- stwierdził Grzesio.
Fajnie brzmią instrumenty z taką przestrzenią i … Nie wiedziałam że wzmacniacz lampowy może tak naturalnie brzmieć-rzekła żona Grzesia, Kaśka.
Ale co uważasz za naturalne brzmienie?- spytałem.
No..,,takie ciepłe i jednocześnie masz wrażenie że tak właśnie powinna brzmieć gitara, jak by to na żywo było.
Prawda Grzesiu?
Nie jest takie syntetyczne jak u nas w domu- dodała.

 

Czas miło płynął  i po espresso na zakończenie wieczoru, ostatnim akcentem muzycznym była płyta „Vivaldi The Four Sesons” – Nigela Kennediego.
Nie ma to jak gra Nigela z jego „punkową” manierą.
Jeśli w ogóle można w przypadku muzyki poważnej, tak to ująć, w przypadku Kennediego jego gra niesie ze sobą nieco więcej swobody interpretacyjnej  i pewne smaczki brzmieniowe.
Po prostu uczta dla uszu po dobrej kolacji.
Wieczór udany, wino wypite a u mnie czas na podsumowanie.

 

Podsumowanie

 

Ten wzmacniacz jest jak….?
Jest jak dobre wino.
Trochę jak ” Due Lune” robione według starych tradycyjnych receptur.
Mira Ceti potrafi zauroczyć swoim dźwiękiem za sprawą lamp których konstrukcja jest taka sama od ponad 80 lat.
W konsekwencji daje czarujący dźwięk i niezwykły ciepły, przestrzenny przekaz tak miły dla ucha.
Możliwe że taki rodzaj „grania” nie każdemu przypadnie do gustu.
Nie uważam bynajmniej, że aby polubić sposób grania lamp 300b czy też wzmacniacza Mira Ceti, od razu trzeba być jakimś koneserem.
Sposób grania jaki prezentuje  wzmacniacz, może się podobać tym  którzy poszukują w dźwięku właśnie ciepła, emocji i prawdy.
To trochę jak z winem.
Szukasz tego odpowiedniego dla siebie szczepu winogron i co za tym idzie, smaku.
Jedno przypadnie ci do gustu, inne nie.
Jedno cię oczaruje.
Inne nie, pomimo że będzie miało opinie wybitnego.
Jak to mówił  mi jeden mądry miłośnik wina- pij takie które ci smakuje.
No chyba że gustujesz w whisky, choć i w tym przypadku, reguła będzie podobna.

 

 

 

Ten wzmacniacz mnie osobiście przypadł do gustu może dlatego że idealnie pasuje do gatunków muzycznych jakich słucham i jakie w mojej opinii najlepiej odgrywa.
Magia lamp 300b objawia się tu stosunkowo mocną średnicą oraz wspaniałą rozbudowaną i szczegółową przestrzenią.
Myślę że to dwie cechy które wyróżniają ten wzmacniacz spośród innych Fezzów.
Uważam ponadto że brzmieniowo jest to najbardziej „lampowy” i chyba najlepszy wzmacniacz, „chłopaków” z Księżyna.
Czy można na „Mirce” zagrać wszystko?
W mojej opinii nie do końca.
Nie sadzę by był dobry do cięższego rocka, elektroniki czy wielkiej symfoniki z mocno rozbudowanymi orkiestrami.
Sadzę że sprawdzi się doskonale w jazzie, bluesie, klasycznym rocku, całej kameralistyce w muzyce klasycznej.
Sprawdzi się dlatego że pięknie maluje średnie tony.
Większość instrumentów akustycznych będzie odwzorowywał bardzo naturalnie i co ważne nadaje się do wszelkiej maści wokalistyki ponieważ gra ją bardzo przekonująco.
Tak, Mira Ceti w takiej muzyce jest urocza.
Urocza, gdy wiesz czego chcesz na niej słuchać.
Oraz gdy dopasujesz do niej odpowiednie głośniki.
Co ciekawe Mirka całkiem dobrze współpracuje ze stosunkowo dużymi głośnikami choćby takimi jak Pylon Opal 23, choć te moim zdaniem, nazbyt uwypuklają lekko rozciągnięte basy.
Tak więc szukaj raczej głośników o dobrej skuteczności oraz przyzwoitym odwzorowaniem basów i średnich tonów.
Wtedy uzyskasz spójny dźwięk.

Dla mnie ten wzmacniacz rewelacyjnie brzmi z Diamond Monitor w zestawieniu z którymi zresztą Mira Ceti odniosła sukces na targach audio w Monachium i Azji.
Wszystkie odsłuchy u siebie robiłem właśnie w takim zestawieniu.
Małe Diamondy przypadły mi brzmieniowo do gustu.
myślę by je sobie sprawić.
A „Mirka”?
No cóż, może kiedyś?
kto wie?

 

Druga odsłona- lampy Psvane Replica.

 

Muszę jeszcze wspomnieć o dodatkowej atrakcji jaką miałem z tych odsłuchów a mianowicie z testów lamp których standardowo nie zobaczycie w tym wzmacniaczu.
Od Jana Grzybickiego  z 4HiFi, dostałem na chwilę, dwie ciekawe alternatywy dla rosyjskich lamp Elektro Harmonix .
Są to lampy Psvane 300B w wersji Replica GE oraz lampy sterujące w wersji CV 181 TII które można traktować jako zamienniki dla EH 6SN7.

 

A więc jakie wrażenia.?
Ciekawe bo wymiana całego kompletu Elektro – Harmonixów na Psvane zmienia charakter brzmieniowy wzmacniacza.
W przypadku Psvane, dźwięk robi się ciemniejszy, średnie tony nabierają gęstości, skraje pasma lekko się „zaokrąglają”, ale też powściągają basy przed zbytnią swawolą.
Zyskuje się w sumie dosyć zwarte, niezwykle przestrzenne brzmienie z dobrym, kulturalnym basem.
W przeciwieństwie do kompletu Harmonixów, w powyższym układzie dźwięk jest grzeczniejszy.
Ale także cieplejszy a nawet może wydawać się pełniejszy.
Podany z dużą ilością powietrza.
Elektro Harmonixy dają jaśniejszą barwę z nieco swobodniejszym basem.
Brzmienie według mnie jest wtedy bardziej surowe co nie znaczy septyczne.
Jest po prostu inne niż z „replik”.
Psvane to powrót do bardziej „oldschoolowego” brzmienia, natomiast Harmonix jest trochę ostrzejszy co może podobać się młodszym użytkownikom tego wzmacniacza.
Oczywiście można jeszcze zestawić to w układzie 300b Psvane Replica ze sterującymi 6SN7 Harmonxa lub odwrotnie Psvane CV181 sterujące i Harmonix 300b jako lampy mocy.
Lecz w takim połączeniu chyba lepsza jest opcja 2.
Daje zauważalne ocieplenie barwy, gęściejszą średnicę z lekko rozciągniętym basem.
Jest to naprawdę fajna zabawa bo wymiana lamp daje w konsekwencji różne brzmienia a Mira Ceti pokazuje swoje dwa oblicza.
Czyli co?
Dla purystów Psvane dla modernistów Harmonix ?
Nie , musicie znaleźć samodzielnie drogę do idealnego brzmienia.
A więc eksperymentujcie z lampami.

 

I oczywiście życzę cudownych chwil ze słuchania waszej ulubionej muzyki.
A ja wracam do „Kind of blue”, Milesa Davisa.
Na koniec zawsze musi być przyjemnie.

 

 

tekst i zdjęcia Robert Bajkowski

PS. Podziękowania dla Janka Grzybickiego z firmy 4HiFi za wypożyczenie lamp Psvane, Mateusza Jujki z Pylon Audio za głośniki Diamond oraz Macieja Lachowskiego z Fezz Audio za udostępnienie wzmacniacza do  przyjemnych odsłuchów.

2 thoughts on “Mira Ceti – ciepłe klimaty.

  1. No to była bajka na dobranoc, teraz spać nie mogę…..Piotr brawo -Ty- fajny opis i ślinka cieknie i pić się chce, a i posłuchałbym na własne uszy ……pozdrawiam Vinylowyfan. PS. ……kiedy gramofon zakupisz?

    1. Sławku, to musimy kiedyś jakieś dobre winko przy lampie, wypić .A co się gramofonu tyczy to kiedyś miałem , potem koleje losu tak zrządziły że przepadł razem z vinylami. Myślę o tym i dojrzewam.
      Robert

Komentarze są wyłączone.