Buddy Guy – Urodzony by grać bluesa

Jeden z największych żyjących gitarzystów bluesowych.
Jego styl grania był wzorem dla Jimiego Hendrixa.
Buddy Guy bo o nim mowa to już leciwy gość mający na karku ponad osiemdziesiąt lat.
Ale wymiata na gitarze tak jakby zawarł pakt z diabłem.KLIKNIJ
Buddy urodził się w 1936 roku w Luizjanie.
Karierę muzyka rozpoczął w 1950 roku na południu stanów i kontynuuje nieprzerwanie do dzisiaj.
Do dzisiaj gra z powodzeniem koncerty a najbliższy będzie 13-go września w LOUISVILLE PALACE THEATRE w Kentucky.
W Europie będzie można zobaczyć koncertującego Buddy’ego między innymi w listopadzie w Pradze.
Warto zobaczyć go na żywo, bo pomału odchodzi to wielkie pokolenie muzyków bluesowych.
Nie ma juz z nami B.B Kinga, Muddy Watersa, Johnny Wintera…
Wracając do Buddy’go to z kim on nie grał?
, Willie Dixon, Little Walter, Howlin’ Wolf, The Roling Stones, Eric Clapton, Jeff Beck, Muddy Waters.
„Stonsi” to jego kumple od lat, bo przecież juz w 1970 roku zjeździł z nimi Europę na wspólnej trasie.
Zresztą muzycy The Roling Stones, gościnie występują na jego ostatnim albumie „The Blues Is Alive and Well” .


Sam Buddy mówi o nich „Kiedykolwiek wpadają do miasta, zatrzymują się w najgłośniejszym bluesowym klubie w Chicago i dzwonią do mnie, żebym wpadł. Świetnie się bawimy, ci goście są moimi przyjaciółmi od zawsze, zanim jeszcze byli sławni.”
Wspomniany wcześniej Jimi Hendrix wymieniał Buddy Guy’a obok Muddy Watersa i Boba Dylana jako tego który najmocniej wpłynął na jego muzyczną drogę i sposób grania na gitarze.
Z kolei inna legenda gitary, Jeff Beck powiedział ” Nie byłoby Jeffa Becka, Erica Claptona, czy Jimiego Hendrixa, gdyby nie było ciebie. My zawsze słuchamy ciebie”
Buddy Guy jest siedmiokrotnym laureatem nagrody Grammy.
Do słuchania płyty za którą dostał ostatnią z nagród, chcę was dzisiaj namówić.
To płyta- Buddy Guy – Born to play guitar.
Zaczyna się od słów Buddyego- ” I’m born in Luisiana”
To jak zapowiedź podróży przez historię muzyczną pisaną jego muzyką.
To zapowiedź że blues, ten południowy blues, będzie tu główną osią opowieści.
„Born to play guitar”  Gdy  usłyszysz ten kawałek wiesz że blues nie umarł.
Nie umarł póki tacy goście jak Buddy żyją i grają.
Kolejny numer to mocny blues-rockowy kawałek gdzie Billy Gibbons z ZZ Top, wspomaga Buddy’a, gitarą i wokalem.
Piosenka trochę jakby wyjęta z płyty „brodaczy”.
utwór „Back Up Mama” to  chicagowskie granie „bujanej” muzyki.
Kolejny to„Too Late”,w którym słychać  harmonijkę ustną gościnnie grającego na płycie, Kima Wilsona.
Mnie bardzo podoba się utwór „Whiskey Beer & Wine”
Zgrany z gęstym mocnym basem i świetnie brzmiącym Gibsonem, Buddy’ego .
Riff w tym kawałku to esencja „Buddowego” grania.
Takiego bardzo motorycznego, elektrycznego bluesa znad jeziora Michigan.
Czy wiecie że Buddy był prekursorem gry na gitarze z efektem polegającym na sprzężeniu zwrotnym pomiędzy gitarą a wzmacniaczem.

Lecz na początku lat 60 tych mało kto to wykorzystywał.
Dopiero pod koniec dekady tego efektu, zaczął używać Eric Clapton z the Cream a potem Jimi Hendrix twórczo rozwinął.

Za nimi podążyli  inni gitarzyści rockowi.
W utworze „Baby You What It Takes” zaśpiewała gościnie Joss Stone, młoda brytyjska wokalistka.
Joss Stone pierwszą płytę „The Soul Sesions” nagrała w wieku 16 lat i co ciekawe od razu był to wielki sukces kasowy zarówno na wyspach jak i za wielką wodą.
Dwa miliony sprzedanych płyt od razu wywindowały ją na samą górę show biznesu.
Jej płyta to przyjemne soulowe granie z naprawdę wyjątkowym głosem.
A jej głos? … to temat na oddzielny artykuł.
Jednak dla mnie w klimacie płyty lepiej trzyma się utwór „Thick Like Mississippi Mud” .
Ten „numer” sprawia wrażenie jakby był nagrany z Jonem Belushim i Donem Aykroydem do filmu The Blues Brothers.
To fajnie płynący dosyć motoryczny blues z dużą sekcja dętą i mocnym drivem.
Strasznie lubię takie granie.
Kolejny utwór to „Flash & Bone” gdzie wokalu użyczył Van Morison.
Na gitarze w technice slayd słychać Roba Mcnelly’ego a w chórkach śpiewają McCray Sisters.
Płytę kończy rasowy blues „Com Back Muddy” napisany dla jego przyjaciela, nieodżałowanego Muddy Watersa.
Ten blues jest  dla mnie, najbardziej granym od serca utworem z płyty.
To tęsknota starego muzyka do nieżyjącego przyjaciela.
Do wspólnie granego bluesa który jest ich całym życiem.
To obietnica którą Buddy składa przyjacielowi.
Bo blues żyje dotąd dokąd grają go tacy jak on.
Ludzie mający bluesa w sercu.
Ci co urodzili się do grania na gitarze.

Myślami wracam
Do dobrych starych czasów
Kiedy ja i Muddy
Graliśmy bluesa i piliśmy wino
Wracaj Muddy
Człowieku, tak tęsknię za tobą.
Wracaj Muddy
Pan wie , że nie można cię nikim zastąpić

Kiedyś jeździliśmy
W twoim wielkim Cadillacu
Z tyłu w schowku chłodziła się Whisky
Mówię, wracaj Muddy
Człowieku, chcę usłyszeć twój głos
Wracaj Muddy
Zrobimy trochę starego paskudnego hałasu

O Panie, nie potrzebuję żadnych zdjęć
Ciągle mam go przed oczami.
Powiedziałem, wróć Muddy
Tęsknię za starymi, dawnymi latami
Wracaj Muddy
Blues nie jest już taki sam
Obiecuję ci przyjacielu
Że będę grał go dalej

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *