Magnat Transpuls 1500 – nostalgia w nowym wydaniu.

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem kolumny Transpuls 1500  niemieckiej firmy  Magnat, pomyślałem od razu o  Cornwall’ach Paula Klipscha.

Cornwall to stosunkowo stara konstrukcja pochodząca z końca lat 50-tych.

Zaprezentowano je po raz pierwszy w zestawie z Klipschornami na wystawie Audio Fair w Nowym Jorku.

Miały być ich uzupełnieniem jako głośnik centralny.

Jednak Cornwalle  zaczęły żyć własnym życiem i po wielu modyfikacjach w trzeciej odsłonie, produkowane są do dzisiaj.

Znam brzmienie klasycznych Cornwalli.

Wiem że jest to troszkę staromodny dźwięk,  który docenisz dopiero po dłuższym osłuchaniu.

Klasyczne konstrukcje głośnikowe przekazują dźwięki nieco inaczej więc na początku odnosisz wrażenie że ktoś narzucił na kolumny cienki koc.

Kiedy więc już przywykniesz  i oswoisz się z nimi co chwilę trwa.

Odkryjesz że niezwykła gładkość, wielowymiarowość i głębia dźwięku,  która się pojawi zrekompensuje ci typowe dla naszych czasów, ostre i mocne brzmienie współczesnych  kolumn.

Jeśli chcesz usłyszeć poszczególne instrumenty, chcesz by były odseparowane od siebie to w tym ciepłym nieco gęstym brzmieniu na pewno to odnajdziesz.

Kiedy niedawno rozmawiałem z Mieczysławem Stochem wielkim entuzjastą takiego oldskulowego grania, powiedział mi coś ciekawego.

Do słuchania jego ulubionych winyli powinno się dobierać sprzęt grający stosownie do epoki.

Do epoki analogowej muzyki.

Wywiad z Mieczysławem Stochem można przeczytać klikając na link poniżej:

   Mieczysław Stoch – rozmowa z japońskimi winylami w tle.

A więc najlepiej w jego opinii  muzyka z dekady lat 60-tych, 70-tych czy 80 -tych, brzmi w zestawieniu ze wzmacniaczami i kolumnami z tamtego okresu.

Coś w tym jest, ale wracając do „magnatowych”  Transpulsów.

Kiedy więc na nie spojrzałem od razu pomyślałem o Cornwallach.

 

 

Zastanawiałem się czy nieco podobny trochę staromodny wygląd będzie współgrał z brzmieniem.

By to sprawdzić musiałem poczekać  jakiś czas z przyczyn ode mnie niezależnych.

W końcu jednak  przyjechały  dwa solidnej wielkości pudła z kolumnami.

Po rozpakowaniu musiałem się jeszcze zmierzyć z wniesieniem ich na pierwsze piętro.

Przyznam że  lekko nie było bo każda waży prawie 40 kilogramów,  lecz w końcu stanęły w moim pokoju.

Kolumna jak na swoją cenę wygląda całkiem przyzwoicie.

 

 

Nie ma tu mowy o ekstra politurach, fortepianowych lakierach czy olejowoskach.

To po prostu solidne niemieckie wykonanie adekwatne do ceny.

Choć na pierwszy rzut oka robią wrażenie nieco droższych niż są w rzeczywistości.

I co ciekawe chyba w całości robione są w Niemczech.

Obudowy głośników to płyty MDF z winylową okleiną o fakturze  ciemnego drewna natomiast front po zdjęciu maskownicy wygląda trochę staromodnie ale w tym zawiera się  cały urok Transpulsów.

Niskotonowy woofer to papierowy głośnik o średnicy  15″.

Za średnice odpowiada również głośnik papierowy 6,5 ”  pracujący w zamkniętej obudowie.

Natomiast wysokie tony zapewnia dosyć interesujący podwójny układ dwóch kopułek tekstylnych  ze szczelinową tubą.

Kolumny mają otwór basrefleksu z przodu a więc tak jak stare konstrukcje mogą być dosunięte blisko ściany.

 

 

W moim domu kolumna zagrała z Silver Luną Podlaskiego Fezza oraz źródłami zarówno cyfrowymi jak i z winylem.

Skuteczność tych kolumn na poziomie 95dB zapewne bez problemu pozwoli zasilić nawet słabe wzmacniacze lampowe o mocy poniżej 10 watów.

Od razu należy  wspomnieć że potrzebują około dwóch tygodni  dla  uzyskania optymalnego brzmienia.

Na początku bas był  nieco twardy i mało rozdzielczy.

Wysokie tony za to lekko ostre.

Jednak po dwóch tygodniach brzmienie się wygładziło i osiągnęło swoje optimum.

Jakie jest?

Po pierwsze z moją Silver Luną nie słyszałem lepszego.

I to ze standardowym kompletem lamp.

Na co dzień używam kompletu lamp Tung-Sol i kolumn Diamond Monitor Jarocińskiego Pylona.

Po drugie nie słyszałem lepszego grania płyt gramofonowych, szczególnie tych  z epoki.

Po trzecie w obu cyfrowych źródłach kolumny zadziwiły mnie świetnie podanym dźwiękiem.

Bez charakterystycznych nieco ostrych  konturów  cyfrowych nośników.

 

 

Przejdźmy więc do meritum.

Transpulsy to kolumny  przypominające swoim charakterem granie klipschowych Cornwalli.

Lecz nie ma się co czarować.

Nie usłyszymy w nich tak zniuansowanych faktur, tak rozbudowanej wielowymiarowej sceny jak w Amerykańskich klasykach.

Transpulsy zagrają nieznacznie mocniejszą górą pasma oraz bardziej energetycznym basem.

Ogólnie odnajdziecie w tych Magnatach echa i trochę z ducha Cornwallowego grania.

To nie jest to samo ale jest blisko tak pojmowanej kultury brzmieniowej  klasycznych Klipschy.

Zagra wam ładna, miękko i przejrzyście malowana średnica.

Bas za to wybrzmi energetycznym pulsem bez zwolnień i niepotrzebnych „tłustych kluchów”.

Jest mocny ale nieprzesadzony, więc nawet w nieco mniejszych pomieszczeniach pewnie nie zabije dudniącym dźwiękiem.

W moim pokoju, który ma około  17 metrów, jest sensownie.

Za to wysokie tony są nieco zwiewne bez ostrości z lekką miękkością w dolnym skraju pasma po ładnie brzmiące najwyższe rejestry.

Co do sceny to jest ona plastyczna i fajnie rozciągnięta w głąb.

Dosyć dobrze umiejscawia instrumenty i dźwięki.

Ładnie też wybrzmiewają z nich wszelakie pogłosy i echa.

Wokaliści to nie krasnale śpiewające na wysokości kolan ale pełnowymiarowe postacie.

I to zarówno jeśli chodzi o wielkość jak i przekaz.

Bowiem wokale brzmią z tych kolumn przekonująco.

To zadziwiająca kolumna ponieważ gra naprawdę przyzwoitym synergicznym dźwiękiem który jest ciepły i nawet przy wyższych poziomach słuchania nie męczy.

Możesz słuchać  muzyki za ich pośrednictwem przez cały dzień.

W piękny sposób zagrały mi  stary jazz w wykonaniu Ahmada Jamala  z czarnego krążka  który ma już prawie 60 lat.

Świetnie odegrały mi koncert Patha Methennego z płyty  Travels.

Przyzwoicie łupnęły również dobrego rocka w wykonaniu Jeff”a  Beck”a, Grand Funk’a z winyla czy energetycznego szybkiego trashu w wykonaniu  Pantery z CD.

W obu przypadkach gitary  były mięsiste i gęste.

Drive podały mi tak  jak z koncertu.

No własnie!!

Moje koncertowe winyle zabrzmiały tak jak prawdziwe koncerty.

Z dobrą energią i mocą.

Super słucha mi się z nich właśnie rejestracji live.

Jest to więc kolumna dosyć uniwersalna bo zagra wszystko.

Nawet klasyka brzmi z nich fajnie.

Jak na przykład koncerty skrzypcowe Vivaldiego odgrywane tym razem z pliku cyfrowego, w których brzmienie skrzypiec było pełne jak wytrawne Sycylijskie wino.

I muszę dodać jeszcze coś.

Szczególnie z winylami Transpulsy  grają bardzo przekonująco.

 

 

Używałem dwóch wkładek:

Denon DL110 i Ortofon 2M Bronze.

Luna szczególnie z Ortofonem  zagrała fajnym miękkim oldskulowym dźwiękiem.

Denon z kolei grał  bardziej  technicznie, brzmiał troszkę  konturowo ale lepiej podkreślał dolne rejestry.

Uwierzcie mi że w zestawieniu z Silver Luną i preampem Gaia tego samego producenta, muzyka z winyli sprawia przyjemność.

Im dłużej słucham tych kolumn tym bardziej mi się podobają.

Jak grają w porównaniu  do moich  Diamondów  Pylona?

Zupełnie inaczej bo też i zamysł konstruktorów oraz wielkość tych kolumn jest zupełnie inna.

Monitor Pylona gra jasnym bardzo przezroczystym niemalże studyjnym brzmieniowo dźwiękiem.

Ma pokazać prawdziwą stronę realizacji i raczej zagrać technicznie.

Gdy tymczasem Transpulsy mają nam czarować.

I czarują, a w połączeniu z  lampą tworzą naprawdę synergiczne zestawienie.

Do tego ich cena w relacji do jakości dźwięku  jest doprawdy więcej niż atrakcyjna.

A więc maniacy dźwięku retro i winylowych nośników!

Posiadacze Silver Luny lub ci, którzy chcą sobie ten świetny i relatywnie niedrogi Polski wzmacniacz kupić!

Transpuls jest dobrą parą dla Fezzowego wzmacniacza i świetnym rozwiązaniem do słuchania winyli.

 

 

Do tego wydaje mi się ze Transpulsy mogły by zagrać jeszcze lepiej gdyby na przykład wymienić kondensatory w zwrotnicy na lepsze jakościowo.

Tak więc kolumny te to dobra baza do dalszych modyfikacji.

Wracając do zestawienia Silver Luny z Magnatem, mariaż Polsko-Niemiecki wychodzi nadspodziewanie dobrze.

Sam się zaczynam zastanawiać czy nie kupić tych paczek.

Tym bardziej że jak wiecie po latach znowu  mocno się w winyle wkręciłem.

Chyba jutro napiszę list do Świętego Mikołaja.

Wszak do gwiazdki daleko nie jest.

 

Tekst i zdjęcia R Bajkowski

 

 

 

 

 

 

 

 

 

2 thoughts on “Magnat Transpuls 1500 – nostalgia w nowym wydaniu.

  1. Fajnie się czyta, mam podobną opinię na temat tych kolumn, bardzo przyjemne, uniwersalne granie a koncerty brzmią świetnie 🙂
    Przesłuchałem sporo kolumn w budżecie do 7-9K i nie mogłem znaleźć tego co lubię, Transpuls kupiłem bez odsłuchu z podejściem że najwyżej odeślę, praktycznie od razu się w nich zakochałem, tak samo moja dziewczyna, nawet się dołożyła do zakupu.
    Muszę powiedzieć że jak na budżetowe kolumny z tanimi przetwornikami, grają bardzo naturalnie, nawet wymagające wokale, czy też duże skomplikowane składy grają dobrze. Nie są też bardzo wymagające jeśli chodzi o ustawienie, bas nie dudni, nie ma dużych pogłosów, pomimo że nie mam zrobionej akustyki w pokoju.

    1. Miło mi że to co piszę się podoba. To prawda w mojej opinii te kolumny to absolutny hit cenowy. Z moją Luną grają wyśmienicie.

Komentarze są wyłączone.