Lampowe Origami wieczorową porą.

Jest chłodny wieczór.

Za oknem mgła, a w moim pokoju ciepło przygrywa nowy wzmacniacz z Krakowskiego Haiku-Audio.

To Origami, który oficjalną premierę będzie miał  na „Audio-Show”,  ale małą „przed-premierę” ma już teraz u mnie w domu.

Słucham już od kilku godzin muzyki za jego pośrednictwem i nie bardzo chcę kończyć, choć pora jest naprawdę późna.

Dlaczego?

Bo to w jaki sposób mi  ją odgrywa jest po prostu świetne.

Ale  od początku.

Pierwsze co mi się w nim spodobało to wygląd.

Z jednej strony mocno industrialny z tymi transformatorami na wierzchu i wielką lampą w zasilaczu, nawiązujący swoim wyglądem do wzmacniaczy lampowych z lat 60.

Co nie znaczy, że wygląd ma surowy.

Właściwie jest od razu rozpoznawalny jako produkt Haiku, bo firma stara się utrzymywać spójną stylistykę swoich produktów.

Widać tu dbałość o szczegóły, dobre spasowanie elementów i wykończenie przedniej płyty czołowej ze szczotkowanego aluminium.

Wygląd ma naprawdę rasowy i w nowoczesnych wnętrzach będzie na pewno elementem przyciągającym uwagę.

Origami to wzmacniacz Single Ended pracujący na dwóch lampach EL34 i dwóch driverach ECC82.

Natomiast zasilacz jest zbudowany w oparciu o rosyjską lampę 5C3S.

Są to popularne i niedrogie lampy dodatkowo same drivery to często spotykane NOS- y, więc istnieje dużo możliwości kreowania indywidualnego brzmienia wzmacniacza.

Origami dysponuje tylko dwoma wejściami więc nie poszalejemy ze źródłami.

Choć jak by ktoś chciał to Haiku ma odpowiedni przełącznik źródeł o nazwie Arachne.

Natomiast co do brzmienia to od razu przejdę do rzeczy.

Wzmacniacz gra świetnym spójnym dźwiękiem i zupełnie nie czuć że ma tylko 10 wat.

Bas jest jak na tak mały wzmacniacz dosyć mocny.

Jest przy tym dobrze zbudowany przez co rozumiem idealny balans pomiędzy szybkością a brzmieniem.

Ale w Haiku to chyba jest standard bo spotkałem się już z taką kulturą grania w lampowym Selene.

Tu oczywiście nie będzie tyle mocy i nie uda się uzyskać tak mocnego basu by poruszył przeponę.

Nie uzyska się takiego poziomu wysterowania by zrobić solidną” ścianę” z gitarowych riffów Metalliki czy choćby Sepultury.

Do tego trzeba dostarczyć znacznie większych dawek prądu, a wzmacniacz chyba nie do takich „wyczynowych” gatunków muzycznych był projektowany.

Za to jazz i blues to muzyka do której słuchania, Origami jest wręcz stworzony.

Przyznam się że słuchałem z niego muzyki  ze znajomym który w brzmieniach wzmacniaczy lampowych jest osłuchany i co ciekawe obaj zgodziliśmy się że to jeden z fajniej brzmiących małych „lampowców”.

Na jego Klipsch’ach Heresy, Origami brzmiał doprawdy świetnie.

Myślę że pierwsze czym wzmacniacz nas „czaruje” to wybrzmienia i barwy instrumentów.

Gdy słuchaliśmy 3 symfonii Góreckiego, obój i fagoty brzmiały niezwykle przekonująco.

Dźwięk i jego barwa wręcz wizualizowała nam ich drewnianą konstrukcję.

Za to kotły zagrały potężnie jakby z trochę większego wzmacniacza.

Altówki czy instrumenty dęte oddawane były z dobrym brzmieniem i klarownie.

Potem nastała płyta Devina Townschenda i tenże zagrał  jak trzeba mięsistymi riffami ze świetnie uzupełniającym je basem i dobrze akcentowaną stopą.

Precyzyjne pozycjonowanie instrumentów w przestrzeni to druga wielka zaleta Origami.

To co w słuchaniu jazzu jest istotne czyli naturalność brzmień instrumentów, dobre oddawanie dźwięków zarówno w dużej jak i małej skali, oraz jego przestrzenność ten wzmacniacz jest w stanie oddać naprawdę dobrze.

Przesłuchałem kilka albumów jazzowych zarówno w mniejszych jak i większych składach na Big Bandzie kończąc i muszę przyznać że Origami ma jeszcze jeden atut: jego granie zupełnie nie męczy.

Możesz słuchać go przez długi czas trochę głośniej czy też z umiarkowanym poziomem dźwięku i czerpiesz z tego czystą przyjemność.

Polecam go wszystkim którzy słuchają Jazzu, choć rocka i bluesa też na nim zagrasz.

Kiedy odpaliłem na swoich  Diamondach, Płytę „Black Rock” Joe Bonamassy która brzmi nieco surowo, od razu słyszysz że Joe, gra na Gibsonie.

Słyszysz te charakterystyczne „skrzypcowe” wybrzmienia gitary, a chropowatość realizacji i trochę garażowe brzmienie całości zyskują w wykonaniu tego wzmacniacza.

Poszedłem tym tropem i zapuściłem trochę inną bardziej balladową płytę Johna Mayera i posłuchałem „Love is a Verb”.

Tu słychać jak spójnym dźwiękiem gra ten wzmacniacz.

Wszystkie plany są z jednej strony selektywne, ale tworzą spójną całość której słucha się z przyjemnością.

Tak, w takich kawałkach ten wzmacniacz sprawdza się rewelacyjnie.

Na końcu posłuchałem jeszcze młodego Polskiego gitarzysty Piotra Przedbory w klasycznym repertuarze od Vivaldiego do Piazzolli.

I wiecie co?

Ta gitara grała tak realistycznie jak gdyby muzyk siedział w moim pokoju, a ja bym go słuchał z odległości trzech metrów.

Bardzo dużym atutem tego wzmacniacza, o czym przekonałem się na koniec, jest realistyczne odtwarzanie instrumentów akustycznych.

Choćby takich jak gitara.

Tu nie ma przekłamań czy dysonansów w brzmieniu.

Jest bardzo przestrzenie i dokładnie.

Jakbym więc mógł ocenić moje doświadczenia z jego odsłuchiwania?

Origami dobrze radzi sobie zarówno z bardziej popularnym repertuarem ( jazz, rock, blues) jak i z klasyką, a nawet i symfoniką.

Ma świetne lokalizowanie instrumentów w przestrzeni, a tą kreuje bardzo przekonująco.

Jest wzmacniaczem, który ładnie przekazuje brzmienia instrumentów oraz nie jest męczący nawet w dłuższych odsłuchach.

Zagra poprawnie  bardziej rozbudowane orkiestry symfoniczne czy rocka.

Potrzebujesz jednak wtedy, naprawdę skutecznych głośników by dźwięk zabrzmiał odpowiednio.

Sądzę że jeśli dobierzecie głośniki z nieco cieplejszym brzmieniem z dobrym, punktualnie grającym basem to przyjemność słuchania za pośrednictwem tego „lampowca” będzie murowana.

Wracam więc do słuchania, a was zapraszam na Audio-Show gdzie Origami  na pewno zagra.

Haiku-Audio znajdziecie w pokoju 205 w hotelu Sobieski.

 

tekst i zdjęcia R Bajkowski

 

2 thoughts on “Lampowe Origami wieczorową porą.

Komentarze są wyłączone.