Kilka płyt na nowy rok.

 

Kilka albumów,  które  częściej niż inne umilały mi czas w odchodzącym roku.

Może to i  nie jest jakiś oryginalny zestaw zarówno płyt jak i muzyków.

Lecz mnie się podoba.

Może i was zainteresują.

Poniżej znajdziecie ich krótkie opisy.

A wiec …

Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku  i do spotkania na blogu już w roku 2020.

 

PAT METHENY

80/81

Pat Metheny odgrywany  z winyla wydanego przez  ECM.

Podwójny album nagrany w roku Stanu Wojennego, w bardzo mocnym składzie z Charlie Hadenem na kontrabasie, Mike’m Breckerem na saksofonie czy Jack’em DeJohnette’m na bębnach.

Metheny,  grający w stylu jaki najbardziej w jego wykonaniu, lubię.

Fajne płynące w przestrzeni dźwięki i rewelacyjny akompaniament pozostałych muzyków.

Dobry kawał jazzu oraz świetna realizacja od Manfreda Eichera.

„Winylowy” Metheny z okresu kiedy grał jeszcze jazz a nie pop.

Bez przesłodzonych melodii.

Muzyka zagrana z dobrym feelingiem i świetnym drivem.

Polecam do słuchania w słoneczne dni.

 

 

 HERRBIE HANCOCK.

Jazzowe przedpołudnie z Herrbie Hancock’iem i świetną wręcz rewelacyjną muzyką zagraną w 1979 roku w Tokyo.

„Żyj pod gołym niebem” to tytuł albumu i festiwalu z którego nagrania pochodzą.

Moja płyta to amerykański remaster z 2004 roku, który w stosunku do pierwowzoru, wzbogacił się o dodatkowy czarny krążek z drugiego dnia festiwalu.

Koncert jest świetnie nagrany ale przede wszystkim rewelacyjnie zagrany.

Kwartet towarzyszący Hancock’owi, to „creme de la creme” amerykańskiego jazzu.

Tony Williams, Ron Carter, Wayne Shorter, Freddie Hubbard. czyli VSOP.

Miles miał wtedy zły okres w karierze.

Lecz jego kwartet wręcz przeciwnie.

Genialna gra na perkusji Williamsa, ale też cały skład który w sposób niezwykle luźny traktuje materię muzyczną.

Jazz w najlepszej z możliwych, odsłon.

Polecam.

Kawa jest dzisiaj zbędna.

Wystarczy muzyka.

 

 

 

AHMAD JAMAL.

Ahmad Jamal i płyta But Not for Me.

Winyl w mono jedno z pierwszych tłoczeń z USA.

Płyta której słucham, była chyba często odgrywana co słychać ale za to jaki klimat!!!

Nagrań dokonano w 1961 roku w Chicago i jest to rejestracja na żywo.

To wtedy gdy Jurij Gagarin latał sobie naokoło ziemi , Ahmad Jamal nagrywał  ten świetny koncert.

Była to najlepiej sprzedająca się płyta Jamala.

To nieco archaiczny jazz ale jakże przyjemny.

Posłuchajcie razem ze swoją drugą połówką.

No chyba że nie lubi jazzu.

Hmm, może polubi?

 

 

DJANGO BATES

Django Bates jeśli go nie znacie to warto sięgnąć po to co komponuje i gra.

Muzyk o niezwykłym wyczuciu melodii i rytmiki.

Płyta ” The Study Of Touch” nagrana dla Manfreda Eichera to świetny melodyjny jazz grany przez trio w którym poza Django, występują szwedzki basista Petter Eldh oraz duński perkusista Peter Bruun.
Jaka to muzyka?

Dla mnie bardzo dobra i nie pozbawiona sznytu jaki nadaje swoim produkcją Eicher.

Zarazem bardzo otwarta muzycznie, wychodząca w improwizacji poza typową jazzową manierę.

Ja znajduję w niej echa wodewilowego lekkiego grania ale i świetnie odegrane tematy choćby utworu „Passport” Charlie Parkera.

Posłuchajcie gry sekcji rytmicznej !!!!

Genialne wyczucie i tempo, które mnie najbardziej oczarowało w kawałku „We are Not Lost, We Are Simply Finding Our Way”.

Płyta gwarantuje przyjemne wieczorne słuchanie.

 

 

 

 

LED ZEPPELIN

Przeszło  51 lat temu w listopadzie zespół Led Zeppelin wszedł do Londyńskiego studia Olympic, by w ciągu 30-tu godzin nagrać swój pierwszy album.

Jimmy Page za własne pieniądze wynajął studio, był też współproducentem płyty.

Płyta ta wydana w USA w styczniu a w Anglii w marcu 1969 roku, zarobiła łącznie 7 000 000 $. przy 1762 funtach, które kosztowało nagranie płyty wraz z projektem okładki.

Była też jedną z pierwszych płyt, które ukazały się tylko w wersji stereo.

Oczywistość lecz oczywistość, którą warto znać jeśli jeszcze ktoś tej płyty nie słuchał.

Prawie żaden utwór z tej płyty nie był do końca dziełem Zeppów.

W gruncie rzeczy są to przetworzone standardy bluesowe.

ale może własnie dlatego że „przetrawione” przez muzyków są tak wiarygodne.

Led Zeppelin I.

Klasyka.

 

 

WISHBONE ASH 

Starodawni rockowi „brytole” którzy grają do dnia dzisiejszego, choć w Polsce jakby zapomniani i niedoceniani.

Czy wiecie że obok The Allman Brothers jako pierwsi wprowadzili w składzie rockowym dwie gitary prowadzące.

Andy Powell który ciągnie „Wishbonów” od roku 69, to już leciwy wujek ale muza która podaje, jest doprawdy rewelacyjna.

Płyta „New England” to świetne gitarowe granie z którego czerpało tak wielu później.

Nagrana w 1976 roku w USA zaraz po wyjeździe z Anglii, z której uciekli przed wysokimi podatkami,

Posłuchajcie „Mother of Pearl” to kawałek jakby wyjęty z płyty „Van Halen II” nagranej dwa lata później.

Wracając do „New England”, poza tym że to kawał dobrego rocka jest jeszcze rewelacyjnie zrealizowany.

Selektywna, i ładnie brzmiąca płyta.

Cóż kiedyś to się przykładali do pracy w studiu.

 

 

 

AC/DC

Kiedy pogoda za oknem jest do niczego.

Jest szaro i buro i wydaje się że tak jak Jason Statham w filmie „Adrenalina”, najlepiej jest zaaplikować sobie dobrą dawkę prądu.

Podłączam się więc do PRĄDU STAŁEGO/PRĄDU ZMIENNEGO.

Słucham z winyla pierwszego koncertu „dzikusów” z Australii, i jednocześnie jedynej koncertowej płyty z Bonem Scott’em.

„If You want blood” to energetyczne granie braci Young i spółki pochodzące z trzech pierwszych albumów.

Nagrali tę płytę w październiku 1978 roku w Szkockim Apollo Theatre w Glasgow.

Woow ..

Ładuję się energią jak Chev ze wspomnianego wyżej filmu , i …. Doprawiam czarną kawą.

Jest moc.

Z tą płytą dzień będzie  na „wysokich obrotach”

 

 

RAINBOW

Deep Purple ostatecznie w 1975 roku przestali istnieć na ponad dekadę.

A „purplowy” gitarzysta Ritchie Blackmore, niezadowolony z dryfowania „Purpli” w stronę popu, założył zespół Rainbow.

Dwupłytowy album koncertowy z nieodżałowanym pierwszym wokalistą „tęczowych” ,Ronnie James’em Dio.

Świetna, naprawdę świetna, koncertowa wyprawa w przeszłość z płytą „On Stage” to dowód na to że winylowe wersje live, potrafią przywołać klimat epoki.

Catch The Rainbow, Man on the Silver Mountain i Dio.

Dio, który robił na tych koncertach połowę klimatu.

Szkoda że „Purple” nadal nie robili tego co Blackmore, kontynuował w Rainbow.

Szkoda że Dio odszedł na ” zielone łąki Pana”.

Lecz nam, pozostał fantastyczny zapis koncertów z 1977 roku.

Jeśli macie to zapodajcie go sobie na talerz.

To jak dobre mięsne danie, z dobrej hardrockowej knajpy.

 

 

ZZ TOP

ZZ TOP i Fandango.

Z jednej strony rejestracja Live, z drugiej nagrania studyjne.

Gdy ją nagrywali, z kapeli grywającej na festynach dla kowbojów, stali się gwiazdą zapełniającą stadiony.

Nie wiem czemu zdecydowali wsadzić te koncertowe „pierdoły” bo muzycznie są słabe.

Dopiero druga strona zmienia percepcje i rozczarowanie zamienia w zainteresowanie.

Płyta z 1975 roku, pokazująca początek tego „bujanego” kapeluszowego rock’n’rolla, „brodaczy”.

Chociaż wtedy bródki były niezbyt okazałe a perkusista nosił długie włosy i wbrew swojemu nazwisku Beard , wcale brody nie posiadał.

Posłuchajcie rewelacyjnego „Blue Jean Blues” i kawałka kończącego płytę „Tush”.

Ten ostatni zapowiada czym będzie i jak zagra ZZ TOP w przyszłości.

Amerykański rock z Texasu.

Stanu w którym prawdziwi mężczyźni nie noszą kolczyków w uchu tylko kolty przy pasie.

 

 

 

EXTREME.

W roku 1992 wydają album „Sides to every story”.

Realizacja jest PERFEKCYJNA!!!! .

Pierwszy numer Warheads i zastanawiam się jak oni to zrobili że helikopter latający w tym numerze z dwóch głośników daje efekt jak w systemach z surroundami !!!!.

Słyszę go jak lata za głową a to wydaje się niemożliwe z dwóch głośników umieszczonych nie za głową tylko przede mną

Album  niezwykle czysto i selektywnie nagrany.

Za realizacje odpowiada Bob St. John który robił płyty dla Duran Duran.

Sama płyta to fajny Amerykański lekki heavy metal z początku lat 90-tych.

Choć płyta nie przyniosła sukcesu komercyjnego to jednak warta jest posłuchania.

Lubię gitarzystę i lidera tej kapeli, Nuno Bettancourta.

A wszyscy nie za bardzo znający Extreme, na pewno kojarzą ich balladę’ More than words ”

Zatem Extreme dla sprawdzenia jak przestrzennie gra wasz system.

 

 

KRZYSZTOF ŚCIERAŃSKI.

Wpasował się dzisiaj idealnie muzycznym klimatem do mojego nastroju.

Ścierański to basista znany z grupy Laboratorium Air Condition ,Namysłowskiego i String Conection.

Przynajmniej wtedy gdy te formacje w latach osiemdziesiątych często koncertowały.

Nie kończył szkół muzycznych, jest samoukiem.

Genialnym muzykiem.

Pamiętam gdy Krzysztof Ścierański grał koncert chyba w 91 roku w nieistniejącym klubie Fugazi na Warszawskiej Woli.

Publika raczej mało jazzowa.

Zagrał kilka utworów z tej płyty a potem….

Wyluzowany zaczął opowiadać publice o tym jak to na basie się grywa i jakimi technikami demonstrując te przeróżne style i techniki na konkretnych kawałkach.

I wiecie co?

To był najfajniejszy koncert jazzowy dla niejazzowej publiczności.

Jazzowy winyl i Krzysztof Ścierański.

 

 

 

 

I to by było na tyle, chociaż płyt, które mógłbym polecić jest o wiele więcej.

Lecz cały nowy rok przed nami.

Zatem wracam do słuchania moich płyt a was namawiam do sprawdzenia którejś z powyższych.

Może się spodobają.

Choćby jedna.

 

tekst i zdjęcia R Bajkowski