Jade Twenty – nowoczesna nostalgia z Pylon Audio.

 

Jarociński Pylon Audio uzupełnił ostatnio swoje portfolio o głośniki wyglądające jakby odkurzyli w fabryce jakiś stary projekt z przed 30 albo 40 lat, postanowili go reaktywować i zrobili w konsekwencji coś w zupełnie starym stylu.      Producent na fali popularności wintydżowych klimatów chciał zapewne mieć w swoim portfolio kolumny w stylu jaki kojarzony jest ze złotą erą Hi-Fi.         Po dosyć klasycznie wyglądających Amberach będących co by tu nie mówić ogromnymi kolumnami, Jade zdają się być lepiej dopasowane do większości mieszkań czy salonów, w których będą grały.     To jak widać na poniższych zdjęciach kolumna nawiązująca swoim wyglądem do klasycznych setek JBL czy produktów Klipsch dzisiaj sprzedawanych w linii Heritage.         Głośniki są naprawdę solidne i ciężkie co poczułem w krzyżu, wnosząc je na piętro w swoim domu.    Wykonano je z grubych płyt MDF i pokryto bardzo dobrej jakości fornirem w kolorze American Walnut zaś front pomalowano jak w klasykach Klipscha na czarno.

 

 

 

Jade Twenty to głośniki będące nostalgicznym nawiązaniem do klasyków ale grające nieco inaczej niż większość konstrukcji z okresu do jakiego aspirują swoim wyglądem.   I choć brzmienie to coś pomiędzy „Klipschowymi” Forte a Heresy zaś podobieństwo czy odniesienia z „Herezjami” są tu oczywiste już na pierwszy rzut oka, to jednak w sumie grają od nich inaczej.    Brzmienie to jak gdyby wziąć gęstość i nasycenie dźwięku z Forte i precyzję wyższych rejestrów z Heresy jednak bez krzykliwości  tych ostatnich.   I właściwie tu podobieństwa się kończą bo odnoszę wrażenie, że jednak bliżej im do Brytyjskiej szkoły grania niż tej Amerykanskiej, Klipschowej.

Przejdźmy jednak do samych kolumn.   Pierwsze skojarzenie z wyglądem Heresy jest jak najbardziej zasadne bo wymiary zarówno „Herezji” jak i Jade są podobne lecz Jade jest kolumną nieco większą i chyba lepiej dopasowaną objętością obudowy do parametrów midwoofera 12″, który odpowiada za niskie zakresy.  I pomimo że ostatnia IV generacja Herezji z zaimplementowanym bas refleksem gra już nieco gęściej od poprzedników to pod tym względem Jade wydaje się od nich lepiej radzić z niskimi zakresami  a na pewno basy są bardziej nasycone i po prostu przyjemniej brzmią z Jarocińskich głośników.

Pylon zastosował w tych kolumnach driver kompresyjny Niemieckiej firmy MBS oraz celulozowy przetwornik nisko tonowy o średnicy 12″.

Co prawda w opisach producent podaje, że midwoofer jest jego konstrukcją jednak przypomina on wyglądem bardzo przetwornik  W32 firmy STX, jednak tego na 100% nie wiem bo nie wyciągałem z obudowy tego woofera więc jest to tylko spekulacja.

 

 

 

Jakkolwiek by nie było  dla mnie nie ma to kompletnie żadnego znaczenia bowiem interesuje mnie jak brzmią a efekt finalny jest naprawdę dobry.

Kolumny najogólniej grają po jasnej stronie mocy gdzie wysokie zakresy są bardzo analityczne i jednocześnie przyjemne dla ucha.   Zadziwiające jest, że mimo iż zastosowano przetwornik kompresyjny z tubą to jednak gra on dosyć gładko i rzekł bym nawet słodko. Przetwornik ten ma odcięcie na poziomie 1500Hz więc odpowiada również za zakresy średnio tonowe, które brzmią przekonująco.    Dół pasma generowany przez duży 12″ przetwornik jest spójny, dosyć szybki i schodzący przynajmniej w moim odczuciu dosyć nisko.  Przypomina mi nieco w przekazie to co kreowały podstawkowe Jaspery jednak tu faktura i barwa dźwięku jest troszkę inaczej rozłożona, choć prędkość i punktualność jest podobna.       Spodziewałem się, że niskie zakresy w tych kolumnach będą bardziej rozciągnięte czy okrągłe a tu jest po prostu szybkie narastanie sygnału co przekłada się na dynamikę i w konsekwencji odczucie, że głośnik daje zwarty i mocno rozdzielczy bas, nie tracąc jednocześnie nic z objętości czy nasycenia.

Jasper Monitor – wyrafinowany dźwięk.

Kolumny te grają otwartym  jasnym dźwiękiem budując realistyczną scenę wysuniętą troszkę w przód z dobrym wglądem w jej wielkość.      Dla mnie takim testem pokazującym jak dobrze efekty przestrzeni i pogłosy są kreowane przez głośniki jest „Rider of the Storm”  The Doors.   Gdy nagrywano utwór Morrison stał w innym pomieszczeniu niż pozostali muzycy a pomieszczenie to generowało inne echo niż studio z resztą grupy. W nagraniu słychać, że pogłos ze środka sceny gdzie zlokalizowano wokal jest inny niż w całej panoramie stereo.  Dobre kolumny a szczególnie te oparte o horny świetnie to oddają.      Jade w każdym razie podaje to bezbłędnie.

Kolumny potrzebują chwili by nieco wygładzić brzmienie szczególnie jeśli chodzi o dół pasma i u mnie po około 10 dniach chyba osiągnęły optimum.    Spinałem je z dwoma wzmacniaczami, lampową Titanią  i tranzystorowym Torusem z Podlaskiego Fezza.    Słuchałem też muzyki z różnych źródeł a więc analogowej płyty winylowej, CD i gęstych plików Hi-Res.   Im lepsze było źródło tym bardziej zyskiwał przekaz kreowany przez głośniki choć winyle na tych kolumnach brzmią wręcz świetnie.      Gdy zapuściłem sobie w opcji lampowej starą płytę trębacza jazowego Dizzy Gillespiego z roku 74 miałem naprawdę dużą przyjemność słuchania. Świetny wgląd w scenę, świeżo podana barwa trąbki Dizziego i przepięknie rysowana linia basu Raya Browna w porównaniu z tym co uzyskuję na co dzień z moich Diamondów 25 to jak by ktoś nagle „oczyścił” nieco nagranie lub zdjął cieniutki kocyk z głośników.      Tak więc pod względem analitycznym głośniki na tyle na ile pozwalają im przetworniki podają bardzo precyzyjnie wszystko co zostało zarejestrowane w studiu.      Nie będą wam też podkolorowywać czy maskować źle zrobionego nagrania, miksu i brzmienia.     Jeśli ktoś spartolił sesję w studiu czy na koncercie to bezlitośnie to pokażą.      Słuchając doskonale remasterowanej płyty Jusefa Lateffa uświadomiłem sobie jak dużo zależy od poprawnej realizacji.  jednocześnie pierwsze wydanie Led Zeppelin IV obnażyło niedoskonałość realizacyjną, na którą zapewne miały wpływ perturbacje z nagraniem materiału w Kalifornijskim studiu a potem konieczność powtórnego remiksu w studiach Olympic w Londynie. Ale to już opisywałem w innym artykule poświęconym Led Zeppelin a słuchanie tej płyty tylko to potwierdziło.

Led Zeppelin – Dobry i zły czas, krótka historia zespołu.

 

 

 

Sądzę, że kolumny te powinny dobrze zgrywać się ze wzmacniaczami lampowymi bowiem  otwartość i szybkość w zakresie nisko tonowym w połączeniu z dobrą kreacją przestrzenną i naturalną miękkością tych wzmacniaczy, powinna w połączeniu z otwartością brzmienia głośników, dać oczekiwaną synergię.

Jednak z moją Titanią o ile było to granie bardzo precyzyjne wręcz analityczne to jednak jak dla mnie zawierało zbyt chłodny i septyczny przekaz.

Być może winne były dosyć ostro grające Rosyjskie lampy KT88 a może po prostu Titania, która sama w sobie jest wzmacniaczem ( jak na lampę ) o jasnej i otwartej sygnaturze brzmieniowej akurat tutaj nie do końca dawała to o co mi chodziło czyli relaksacyjny wymiar grania.      Spięcie kolumn Jade z Fezzową Lybrą czyli wzmacniaczem opartym na lampach 300B powinno skutkować świetnym graniem albowiem dobrze znam brzmienie tego Podlaskiego wzmacniacza i myślę, że Jade będą z nim dobrze współgrały.

Ciekawe czy na najbliższym Audio Video Show producent zdecyduje się na takie zestawienie tym bardziej, że zarówno Pylon jak i Fezz współdzielą stoisko?

Za to gdy Jade spiąłem z Fezzowym Torusem, zagrały rewelacyjnym dźwiękiem.    Szczególnie wymiar cyfrowy a więc zarówno z CD jak i z plików np DSD to była duża przyjemność ze słuchania muzyki.  Torus grający na co dzień w moim domu z Klipschami RP 5000 teraz zyskał nieco inny wymiar przekazu.

Jade dają lepszy wgląd w nagranie od budżetowych Klipschy,  jednocześnie kolumny z Jarocina wydają się być lepiej zrównoważone tonalnie.    To jest z jednej strony relaksacyjny i niemęczący przekaz a z drugiej precyzyjny, przenoszący niemalże do studia czy sali koncertowej.       Jade świetnie nadają się do słuchania wszelkich nagrań koncertowych.    Na przykład remasterowany Pink Floyd z  albumu Live  „Delicate sound of thunder” bardzo zyskuje odtwarzany z tych kolumn.    Tak samo B.B King z pliku DSD to niemalże namacalna obecność na koncertowej sali na której dokonano nagrania.     Torus grający spokojnym niezbyt ostrym dźwiękiem za to z dobrymi zakresami średnimi oraz świetną przestrzenią i dobrze podawanym basem jest jakby stworzony do tych głośników.

Przynajmniej u mnie zagrały z tym wzmacniaczem bardzo dobrze.

 

 

Nawet dosyć septycznie nagrany  Superteramp ze zdjęcia powyżej,  brzmiący zazwyczaj dosyć zimno, tutaj zagrał bardzo fajnym dźwiękiem z dobrą separacją instrumentów oraz przyjemnym pulsem sekcji rytmicznej.

Klasyka, której słuchałem z płyty CD okazała się brzmieć całkiem sensownie i naturalnie.   Koncerty Ludomira Różyckiego i Piotra Tchajkovskiego w wykonaniu Royal Philharmonic Orchestra i Janusza Wawrowskiego na skrzypcach zabrzmiały niezwykle naturalnie i żywo.  Nie wiem czy dokładnie tak mogło to brzmieć w rzeczywistości  ale na chwilę miałem w swoim pokoju orkiestrę i namiastkę filharmonii.

Podsumowując, kolumny  Jade Twenty to głośniki wyglądające  jak klasyki z przed lat lecz brzmieniowo są dostosowane do współczesnych źródeł oraz amplifikacji.    Zachowując w jakimś stopniu sygnaturę brzmienia z przed kilku dekad, kreują dźwięk bogaty w niuanse przestrzenne i brzmieniowe ale też żywo przekazujący energię  i puls zawarty w nagraniach.   Sądzę, że najlepiej zagrają ze zrównoważonymi i niekrzykliwymi wzmacniaczami .   „Lampy” wydają się dobrą opcją ale i wzmacniacze tranzystorowe o nieagresywnym brzmieniu powinny się z Jade, polubić.

Sam zresztą zastanawiam się albo może raczej przymierzam finansowo do ich zakupu i połączeniu z moim Torusem.

Pewnie dowiecie się jaki będzie finał, oglądając kolejne zdjęcia w artykułach na moim blogu lub śledząc mój profil na FB.

Ale wiem jedno, Jade to całkiem dobre kolumny głośnikowe.

Zresztą posłuchacie ich na tegorocznym AVS  na stoisku Pylona i Fezza bo z przecieków wiem, że zagrają tam fajną muzykę.

 

tekst i zdjęcia R Bajkowski

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *