Czy jazz może być łatwy w odbiorze?
Na to nieco przewrotne pytanie odpowiedź jest jedna – oczywiście że tak bo w końcu muzyka jazzowa w latach 50 i 60 ubiegłego wieku, była muzyką popularną, funkcjonującą podobnie jak dzisiejszy pop czy rock.
Niedawno przez media przetoczyła się dyskusja o tym, że współczesny młody polski jazz stał się koniunkturalny, komercyjny a autor krytycznego artykułu w „Dwutygodniku”, nazwał to „Podsiadłoizacją polskiego jazzu”.
Cóż, ostatecznie jazz u zarania był muzyką dla mas i w sumie dla każdego. Dopiero awangardowi muzycy, którzy skręcili w stronę free jazzu, i eksperymentów formalnych, zepchnęli go trochę w artystowską, i awangardową niszę. Dzisiaj dla większości ludzi jazz jest kojarzony podobnie jak muzyka klasyczna z kulturą wyższą, czasem trudno dostępną dla zwykłego słuchacza. Przyznam, że sam niespecjalnie lubię odjechany free jazz i bliżej mi jest do tak krytykowanej przez niektórych, komercyjnej i łatwiej strawnej wersji synkopy. Dlatego chcę zarekomendować wam ciekawe płyty z Polską muzyką jazzową lub jej okolicami bo albumy Joachima Mentzela czy Krzysztofa Ścierańskiego to raczej okolice jazzu.

Prezentowany wybór płyt nie jest dziełem przypadku, ale moim bardzo osobistym przewodnikiem po dźwiękach, które po prostu warto znać. Chciałem podzielić się albumami, które często pozostają poza głównym nurtem i są mniej znane szerszej publiczności. O ile Krzysztof Ścierański czy Piotr Schmidt to uznane marki w świecie polskiego jazzu , o tyle twórcy tacy jak saksofonista Rafał Jackiewicz czy grający na lirze korbowej Joachim Mencel wciąż czekają na szerokie odkrycie przez masowego słuchacza. Ten zestaw udowadnia jedną niezwykle ważną rzecz: muzyka synkopowana wcale nie musi być trudna, hermetyczna czy czysto matematyczna. Przeciwnie – potrafi być niebywale melodyjna, przestrzenna i przystępna dla każdego. Jedynym odstępstwem od tej stricte jazzowej reguły są tutaj dwa albumy Krzysztofa Ścierańskiego. Na obu płytach artysta wyraźnie ciąży w stronę rocka i elektrycznego fusion, jednak to celowy zabieg – te nagrania pokazują go bowiem jako muzyka niezwykle wszechstronnego, który z równą lekkością odnajduje się w różnych stylistykach. To mój indywidualny, autorski wybór. Przekazuję go w wasze ręce z gwarancją, że bez względu na to, jakich brzmień słuchasz na co dzień, w tych sześciu odsłonach na pewno znajdziesz klimaty, które poruszą Twoją wrażliwość i zostaną z Tobą na dłużej.
Rafał Jackiewicz – Sea Poetry

To w mojej ocenie naprawdę świetny jazz – dokładnie taki, jakiego uwielbiam słuchać i który zostaje w głowie na dłużej. W muzyce tej wyraźnie czuć chłodny, nieco zdystansowany skandynawski klimat, umiejętnie połączony z typowo słowiańską liryką i polotem. Ta fuzja sprawia, że kompozycje nie są jedynie suchą, matematyczną strukturą, ale żywym, niezwykle emocjonalnym obrazem.
Ogromną przyjemność sprawia mi sam sposób gry lidera. Saksofon Rafała Jackiewicza brzmi nieagresywnie i lirycznie, a kiedy trzeba – odpowiednio dynamicznie. Lekko pastelowy odcień faktury jego instrumentu został na tych nagraniach uchwycony wręcz genialnie. Choć modern jazz stał się już synonimem sztuki wysokiej (podobnie jak muzyka poważna) , ten album udowadnia, że można stworzyć materiał głęboko kontemplacyjny, a zarazem niezwykle muzykalny i przystępny w odbiorze.
Największe brawa należą się jednak za odwagę technologiczną. Decyzja o realizacji nagrań w pełni analogowej technice była strzałem w dziesiątkę. Jazz aż prosi się o takie traktowanie! Rejestracja w studio przy użyciu taśmy magnetycznej i klasycznych torów sygnałowych zaowocowała niesamowitym „oddechem” instrumentów. Materiał ten odsłuchałem zarówno na zestawie lampowym, jak i na tranzystorze. Bez względu na sprzęt, podczas słuchania dzieje się prawdziwa magia – choć w torze lampowym przestrzeń staje się dodatkowo nastrojowa, delikatnie przydymiona, a przy tym niezwykle czytelna.
To, co zachwyca najmocniej, to idealna równowaga między dźwiękiem a ciszą – „pauza” ma tutaj swoją własną wagę i namacalną fakturę. Kontrabas i saksofon są całkowicie pozbawione cyfrowego nalotu. Ich naturalność, chropowatość i ciepło budzą natychmiastowe skojarzenia z legendarnymi, nowojorskimi sesjami realizowanymi przez Rudego Van Geldera. Z kolei słuchając partii fortepianu i jego świetnych pasażów, ma się wrażenie obcowania z żywym instrumentem stojącym w pokoju, a nie z jego cyfrową kopią. Ten efekt nie jest dziełem przypadku. Sesja oparta na rejestracji „prawie na żywo” idealnie uchwyciła delikatną nić interakcji między muzykami. To piękny hołd dla złotej ery jazzu, podany w nowoczesnej, autorskiej formie. Jeśli szukacie w muzyce prawdy, kapitalnej faktury instrumentów i przestrzeni – Sea Poetry to pozycja obowiązkowa.
Rafał Jackiewicz to wszechstronny saksofonista i kompozytor, który regularnie koncertuje w Polsce i za granicą, łącząc świat jazzu z muzyką kameralną. Album Sea Poetry jest mocno inspirowany naturą i morskimi pejzażami, co doskonale tłumaczy jego malarski, przestrzenny charakter
Joachim Mencel – Etno Machina

Cała muzyka na tym albumie została zagrana na lirze korbowej – instrumencie, który dla większości słuchaczy wciąż pozostaje symbolem głębokiej egzotyki. Mencel tworzy jednak płytę tak świetnie zrealizowaną, że dźwięki po prostu płyną w powietrzu, kreując niezwykłą przestrzeń do kontemplacji. Gdybym miał ustawić ten album na półce, ulokowałbym go gdzieś pomiędzy dokonaniami formacji Osjan, braci Oleś czy muzyką Andreasa Vollenweidera. W gruncie rzeczy jest to jednak twórczość niezwykle oryginalna i trudna do jednoznacznego zaszufladkowania.
Muszę przyznać, że dla mnie instrument ten jest zupełnym odkryciem, jako że niezwykle rzadko pojawia się w przestrzeni muzyki popularnej. Choć same kompozycje i rozwiązania melodyczne są szalenie intrygujące, muzyka pozostaje stosunkowo przystępna dla przeciętnego słuchacza. Pobrzmiewa w niej magnetyczna nostalgia, momentami przypominająca tradycję chasydzką. Dużo tu powietrza między dźwiękami, a specyficzny klimat sprawia, że chwilami można ulec złudzeniu, iż zamiast liry korbowej słyszymy zaawansowane instrumenty elektroniczne. Album ma w sobie pewien epicki, filmowy, a wręcz „hollywoodzki” pierwiastek. Zachęcam, by sięgnąć po ten album– chociażby w serwisach streamingowych, bo naprawdę warto.
Joachim Mencel to absolutny pionier – jako pierwszy na świecie zaczął grać jazz na lirze korbowej, łącząc jej archaiczne brzmienie z nowoczesną improwizacją. Co ciekawe, na co dzień jest cenionym pianistą, kompozytorem i profesorem akademickim, a w projekcie Etno Machina, prezentuje swoje autorskie kompozycje zaś wszystkie dźwięki słyszalne z tego albumu są zagrane wyłącznie na lirze korbowej w technice oversamplingu lub nieco przetworzone elektronicznie.
Oleś Brothers – Spirit of Nadir.

Jeśli przy albumie Joachima Mencla wspominałem o braciach Oleś, to ten konkretny krążek jest najlepszym dowodem na to, jak wielki błąd popełnia każdy, kto jeszcze nie zna ich twórczości. Spirit of Nadir to muzyka niezwykle napowietrzna, mistyczna i wręcz hipnotyzująca. Marcin i Bartłomiej udowadniają tutaj, że duet złożony wyłącznie z kontrabasu i perkusji potrafi stworzyć potężną, głęboką opowieść, która wciąga od pierwszych sekund.
To album pełen fascynującego balansu między dźwiękiem a absolutną ciszą. To, co uderza w tych nagraniach najmocniej, to nieprawdopodobne, głębokie echo, które niesie się w tle. Słuchając tej płyty, ma się nieodparty efekt obcowania z muzyczną tajemnicą, co natychmiast przywodzi na myśl legendarne, solowe nagrania Tomasza Stańki zarejestrowane w murach indyjskiego mauzoleum Tadż Mahal.
Wschodni mistycyzm miesza się tutaj z niesamowitą wręcz przestrzenią akustyczną. Dźwięk kontrabasu ma niesamowitą masę i głębię, a perkusyjne detale – blachy, dzwonki, subtelne uderzenia – zdają się zawisać w próżni. Podobnie jak w przypadku płyty Rafała Jackiewicza, cisza i pauza są tu pełnoprawnymi instrumentami. Spirit of Nadir doskonale domyka moje zestawienie melodyjnego, pełnego oddechu i prawdy jazzu, udowadniając, że minimalizm środków może dać maksymalny, wręcz filmowy efekt emocjonalny. Pozycja absolutnie obowiązkowa do nocnego , cichego słuchania.
Bracia Oleś (Marcin na kontrabasie i Bartłomiej na perkusji) to od lat jeden z najbardziej cenionych i poszukujących duetów rytmicznych w jazzie. Album Spirit of Nadir z 2017 roku jest głęboko inspirowany kulturą, przestrzenią i muzyczną tradycją Bliskiego Wschodu oraz Północnej Afryki. Brzmienie pustynnego powietrza i etniczny trans zostały tu przefiltrowane przez ich unikalny, jazzowy język
Mateusz Pałka Trio – Melodies the Magic Mountains

To album, o którym poza środowiskiem stricte jazzowym moim zdaniem zbyt mało się mówi. Stosunkowo młode Krakowskie Trio, które tworzy muzykę absolutnie niezwykłą. Ich dźwięki przepięknie się ze sobą rymują, podane przez lidera w formie niezwykle harmonijnych fraz fortepianowych. Nie jest to jednak granie zakorzenione w tradycji amerykańskiej, lecz głęboko osadzone w europejskiej estetyce jazzowej.
W ich twórczości odnajdziemy mnóstwo melancholii, ale i ogrom ciepła. To muzyka pełna poezji i poruszających emocji. Słuchając jej, można odnieść wrażenie, że grają ją rodowici Skandynawowie, jednak pozbawieni skandynawskiego, chłodnego dystansu – zastąpionego tu żarliwością i wrażliwością duszy, bezsprzecznie pochodzącej ze Wschodu. To bez wątpienia jedna z tych płyt, do których wracam najczęściej. Powód jest prosty: Mateusz Pałka Trio tworzy po prostu olśniewająco piękną muzykę.
Krytycy często piszą, że obecność Mateusz Pałka Trio na scenie to gwarancja tego, iż hasło „polska szkoła jazzu” jest wciąż żywe i aktualne. Zespół stawia się w jednym rzędzie z tradycją lirycznego, słowiańskiego jazzu (spuścizna Komedy czy Wasilewskiego), ale w bardzo nowoczesnym wydaniu.
Mateusz Pałka to jeden z najbardziej utalentowanych i lirycznych improwizatorów młodej generacji polskiego jazzu, wielokrotnie nagradzany na prestiżowych festiwalach. Jego trio wyróżnia się niemal telepatycznym porozumieniem na scenie, które muzycy wypracowali w trakcie wielu wspólnych występów.
Krzysztof Ścierański – Night Lakes / Jazz, Rock i Święty Spokój

Krzysztof Ścierański to prawdziwa żywa legenda. Podobnie jak nieżyjący już Jarosław Śmietana, Ścierański współtworzył nowoczesny, elektryczny i fusionowy wymiar polskiego jazzu lat 80. i 90.. W swojej bogatej karierze zasilał szeregi tak kultowych formacji jak String Connection, Laboratorium czy Air Condition, a jako muzyk sesyjny współpracował z niemal całą czołówką polskiej sceny, wydając przy tym świetne płyty solowe (jak choćby kultowy album Bass Line z 1983 roku).
Ostatnio postanowiłem jednak wrócić do dwóch albumów, które w jego dyskografii zajmują miejsce dość specyficzne. Choć wydawnictwa te dzieli 8 lat, łączy je kluczowa cecha: Ścierański odkłada na nich na bok swój flagowy bas i chwyta za gitarę elektryczną. Jak sam wspomina: „Spełniłem swoje młodzieńcze marzenie by komponować, grać w jakimś zespole i zwiedzać świat, co mi się udało, tyle że jako basiście. A zawsze chciałem grać na gitarze solowej”.
Na obu tych krążkach artysta w pełni realizuje to marzenie. Choć żongluje stylistykami, grając na instrumentach sześciostrunowych raz rockowo, raz jazzowo, a raz bluesowo , udowadnia, że jest równie genialnym gitarzystą, co basistą. Album Night Lakes reprezentuje bardziej drapieżne, rockowe oblicze jego muzycznej wyobraźni. Z kolei Jazz, Rock i Święty Spokój to materiał stylistycznie bliższy temu, czym zajmował się przez całe życie – dojrzałemu fusion z idealnie zbalansowanymi elementami jazzu i rocka. Obie płyty są znakomite i gwarantują, że spędzony z nimi czas będzie czystą przyjemnością. To fascynujące, alternatywne oblicze spełnionego mistrza.
Krzysztof Ścierański słynie ze swojego nowatorskiego podejścia do gitary basowej – jako jeden z pierwszych w Polsce zaczął na szeroką skalę stosować zaawansowane efekty przetworników, loopery i technikę klangowania (slap), całkowicie rewolucjonizując rolę basu w zespole.
Piotr Schmidt – Tribute to Tomasz Stańko

Piotr Schmidt – Tribute to Tomasz Stańko. Piotr Schmidt to obecnie jeden z najwybitniejszych trębaczy w kraju, ceniony wykładowca Akademii Muzycznej w Katowicach i po prostu genialny muzyk jazzowy. Choć album powstał w hołdzie Tomaszowi Stańce, wbrew swojemu tytułowi jest to projekt w pełni autorski, stworzony przez czterech znakomitych instrumentalistów tworzących kwartet Schmidta.
Ta muzyka ma niesamowitą moc wizualną – maluje w wyobraźni obrazy przypominające czarno-białe fotografie o głębokim kontraście światła i cienia. Czasami ten światłocień jest gęsty i głęboki, innym razem zaledwie muska materię i delikatnie zaznacza kontury. Kompozycje poruszają się w specyficznym uniwersum Stańki; poprzez unikalne reminiscencje dają silne wrażenie charakterystycznego, chropowatego brzmienia i frazowania trąbki Mistrza. Słuchając tego materiału, bez trudu poczujemy magię kultowych albumów, które Tomasz Stańko rejestrował dla legendarnej wytwórni ECM.
Warto podkreślić, że poza poruszającą interpretacją utworu „Rosemary’s Baby” Krzysztofa Komedy, wszystkie pozostałe kompozycje są oryginalnymi dziełami kwartetu Piotra Schmidta. To bez wątpienia hołd dojrzały, niezwykle osobisty i najlepszy z możliwych – to muzyka, pod którą sam Tomasz Stańko prawdopodobnie chętnie by się podpisał. Choć od premiery minęło już trochę czasu, album ten nic nie stracił na swojej świeżości. Docenili go zarówno recenzenci, jak i wymagający fani jazzu na całym świecie. Nawet jeśli nie słuchasz jazzu na co dzień, koniecznie po niego sięgnij – jest dostępny w streamingu, choć osobiście gorąco polecam edycję winylową. To kapitalnie zrealizowany, genialnie brzmiący kawałek muzycznej historii.
Piotr Schmidt wydał ten album w powiększonym składzie, zapraszając do współpracy także wybitnego pianistę, Wojciecha Niedzielę. Płyta zdobyła nominację do nagrody Fryderyk i zebrała entuzjastyczne recenzje w międzynarodowej prasie jazzowej.

Zachęcam was do sięgnięcia po opisane powyżej albumy, I choć nie jest to może przekrój tego co aktualnie w nowym polskim jazzie, słychać a jedynie mój subiektywny wybór to uważam, że albumy te są „słuchalne” praktycznie dla wszystkich.
Może staną się dla niektórych z was zachętą do głębszego wejścia w gatunek muzyczny jakim jest jazz.