Recenzja lampowego przedwzmacniacza gramofonowego – Gratia Prestige EVO MK2

 

Od jakiegoś czasu jako przedwzmacniacza gramofonowego użytkuję nową odsłonę „prawie lampowego” preampu  gramofonowego Gratia Evo MK2 produkowanego przez podlaskiego Fezz Audio. W moim systemie gra on ze wzmacniaczem Luna Evo również od Fezza. Piszę „prawie lampowy”, ponieważ w istocie jest to wzmacniacz hybrydowy o czym przeczytacie w dalszej części tekstu. Nowa linia Evolution (EVO) zdążyła już na dobre przedefiniować estetykę wizualną podlaskiego producenta, zastępując dawne formy skrajnie minimalistyczne, bardziej przywodzące na myśl produkty DIY, nowym bardzo nowoczesnym designem.

Gratia Prestige EVO MK2 nie jest jedynie drobnym liftingiem w nowej obudowie. To głęboka, przemyślana i niezwykle dojrzała rekonstrukcja układu, która stanowi bezpośrednie rozwinięcie i technologiczną ewolucję dobrze znanej konstrukcji Gaia Prestige.

Konstrukcja i Funkcjonalność: Wszystko pod kontrolą

Gratia Prestige EVO MK2 to rasowy przedwzmacniacz gramofonowy, zaprojektowany z myślą o pełnej uniwersalności – bez problemu obsłuży zarówno powszechne wkładki z ruchomym magnesem (MM), jak i wymagające konstrukcje  MC  z ruchomą cewką o relatywnie  niskim poziomie wyjściowym. Za stopień wzmocnienia na wyjściu odpowiadają tutaj lampy próżniowe – para niskoszumowych, selekcjonowanych podwójnych triod 12AU7 / ECC82, ukrytych pod elegancką, przesuwaną szklaną płytą na górnej obudowie. Dla zakręconych fanów analogowego brzmienia , oznacza to jedno: raj w postaci tzw. tube rolling-u. Fabryczne bańki grają przyzwoicie, ale możliwość ukształtowania brzmienia pod własne ucho poprzez aplikację lamp różnych producentów lub topowych NOS-ów to gigantyczny atut tej konstrukcji. Sam to uczyniłem bowiem całkiem przyzwoite współczesne wersje lamp TAD, które fabrycznie zamontowano zastąpiłem bardziej szczegółowo i liniowo grającymi Genalexami. (akurat ja szukałem więcej szczegółowości a Genalexy to lampy dające właśnie taki efekt). Jeśli zaś chcecie uzyskać bardziej rozciągnięte, gęste brzmienie wystarczy obsadzić tu inne lampy na przykład Full Music.

Z informacji jakie uzyskałem od konstruktora  przedwzmacniacza,  zaprojektowano go praktycznie od nowa zaś kwestia samego rozwiązania układowego wygląda następująco:  za wzmocnienie odpowiadają trzy bloki: jeden półprzewodnikowy (na op-ampie) i dwa lampowe. Pierwszy stopień na op-ampie odpowiada za korekcję RIAA i część wzmocnienia potrzebnego dla niskiego poziomu z wkładki MM. Takie rozwiązanie daje wyższą precyzję odwzorowania krzywej RIAA, niż  z układu czysto lampowego. Kolejny stopień w układzie wspólnej katody dostarcza wzmocnienie w  pełnym pasmie odtwarzania (liniowo, bez korekcji), zaś ostatni stopień  dostarcza wzmocnienia prądowego i zapewnia niską impedancję wyjściową.

Co do wejścia dla toru MC to  wzmocnienie jest realizowane na pojedynczym tranzystorze (niskoszumowy BC550), w układzie wspólnego emitera z równoległym sprzężeniem zwrotnym (wzmocnienie stopnia ok. 20 dB).

Wygląda więc na to, że połączono to co najlepsze w układach półprzewodnikowych i lampowych. Zapewne dla purystycznych ortodoksów takie rozwiązanie będzie nieakceptowalne jednak ja wolę mieć ciszę w tle niż „koszerny lampowy” układ narażony na szumy . Zresztą jak dla mnie, jest to w pełni akceptowalny przyjemny dźwięk czarnej płyty do którego nie mam zastrzeżeń.

Nowa Gratia przynajmniej część funkcji ma w końcu wyprowadzone na frontową ścianę obudowy. Wszystkie najważniejsze parametry dopasowania wkładki są realizowane za pomocą  fizycznych, symetrycznie rozłożonych gałek. Dla wkładek MM mamy do dyspozycji regulację pojemności (0 pF, 47 pF, 100 pF, 220 pF), a dla wkładek MC – regulację oporności obciążenia (100 Ω, 220 Ω, 470 Ω, 1 kΩ).

 

Komfort?

Lepszy niż w poprzedniku i pomijając oczywisty aspekt idealnego dopasowania większości wkładek za pomocą dwóch pokręteł na froncie, nie trzeba jak w innych przedwzmacniaczach,  przestawiać mikro-switchy na spodzie obudowy czy nurkować z latarką za stolik audio.

Dodatkowo na pokładzie Gratii znajdziemy zestaw funkcji, które ucieszą większość użytkowników.

Są to filtr subsoniczny (skutecznie odcinający szkodliwe dla membran rezonanse najniższych częstotliwości spowodowane np. pokrzywioną płytą), opcję Mono (będącą klasycznym sumatorem kanałów) oraz dodatkowe,  podbicie sygnału o +6 dB, które potrafi tchnąć życie w wkładki o wyjątkowo niskim sygnale wyjściowym.

Choć obecność gałek na froncie jest ergonomicznym krokiem w przód to jednak  projektanci zatrzymali się w połowie. Przełączniki od filtra subsonicznego, trybu Mono, podbicia +6 dB czy wyboru wejść MM/MC wylądowały tak jak we wcześniejszej wersji przedwzmacniacza, na tylnej ściance urządzenia. O ile filtr subsonic włącza się raz na jakiś czas, o tyle sumator Mono przy częstym żonglowaniu starszymi, monofonicznymi tłoczeniami aż prosi się o natychmiastowy dostęp z poziomu z frontu  urządzenia .To samo tyczy się również przełącznika MM/MC tym bardziej, że z tyłu mamy dwa oddzielne wejścia, osobno dla wkładki MM i MC . Dla niektórych bardziej zaawansowanych użytkowników którzy korzystają na przykład z dwóch ramion w zaawansowanych gramofonach  takie usytuowanie przełącznika staje się uciążliwe . Te przełączniki zdecydowanie powinny znaleźć się na przednim panelu.

Brzmienie: Dojrzałość, czarne tło, więcej dynamiki

Przejdźmy do sedna, czyli do tego, jak nowa Gratia definiuje muzykę. Bezpośrednie porównanie z prostszą konstrukcją Gaia Prestige nie pozostawia złudzeń. Gratia EVO MK2 to pod każdym względem dźwięk zdecydowanie dojrzalszy, głębszy,  opowiadający nam muzykę bardziej szczegółowo.

Pierwsze, co uderza od uruchomienia gramofonu i opadnięcia igły na płytę to spektakularne, absolutnie „czarne tło”. Wersja MK2 została wyposażona w bezkompromisowy, liniowy układ zasilania oparty na stabilizowanym transformatorze toroidalnym klasy Supreme Audio Grade, dostarczonym przez siostrzaną manufakturę Toroidy.pl. Efekt? Szum własny urządzenia i przydźwięki zostały zredukowane do poziomów wręcz laboratoryjnych. To niesamowicie cichy przedwzmacniacz tym bardziej że na poły lampowy ale szumu lamp czy syku jeśli używasz dobrych lamp nie uświadczysz.. Dzięki tak niskiemu poziomowi zakłóceń, z tła wyłania się mikrodynamika, o jakiej w tańszych urządzeniach można pomarzyć. Każde szarpnięcie struny, wybrzmienie talerza czy oddech wokalisty podane są z uderzającą czystością.

Separacja kanałów uległa wyraźnej, słyszalnej poprawie. Scena dźwiękowa zyskała  większą szerokość, ale przede wszystkim świetny wgląd w przestrzeń nagrań. Do tego . Instrumenty nie zlewają się w jedną masę; każdy ma swoje unikalne, trójwymiarowe miejsce w przestrzeni, otoczone odpowiednią ilością powietrza.  Makrodynamika również uległa zauważalnej poprawie. Dźwięk potrafi uderzyć werblem stosunkowo szybko i twardo , a dół pasma jest bardzo dobrze kontrolowany, wielobarwny.  Jednocześnie obecność lamp wyjściowych gwarantuje, że średnica zachowuje analogowy magnetyzm bo na przykład wokal jest plastyczny, ciepły, namacalny i żywy, bez popadania w przesadne, nudne “zamulenie”.

Połączenie miękkości lampy z półprzewodnikową precyzją na wejściu daje w konsekwencji rozdzielczy, muzykalny i przyjemnie ciepły wymiar grania.

Na marginesie dodam, że ja używam tego przedwzmacniacza wraz z lampowym wzmacniaczem Luna Evo spiętym z kolumnami Pylon Audio Jade 10. do tego w torze analogowym pomiędzy gramofon a przedwzmacniacz Gratia, wpięty jest  w tor MC,  Step Up –  Argentum również od Fezza. Dopiero użycie step-Up w sekcji MC robi robotę. Mam nadzieję, iż kolejna wersja tego wzmacniacza będzie wyposażona od razu we wbudowany taki transformator,  bowiem przesuwa to jakość odtwarzania muzyki z wkładek MC o co najmniej półkę wyżej.

Recenzja gramofonowego Step-Up, Argentum.

 

Podsumowanie

Fezz Audio Gratia Prestige EVO MK2 to dojrzały, rasowy i bardzo uniwersalny partner dla każdego przyzwoitego gramofonu. Zmiany wprowadzone w wersji MK2 począwszy od wyciągnięcia nastaw pojemności i impedancji na front, po perfekcyjne zasilanie z transformatora siostrzanej firmy Toroidy, lokują ten przedwzmacniacz na zupełnie nowej półce jakościowej. Brzmieniowo to bezdyskusyjny progres względem linii Gaia czy wcześniejszej wersji Gratii,  ponieważ  odgrywa muzykę z czystszym tłem jednocześnie dysponując  lepszą separacją i zdecydowanie mocniejszą dynamiką, nie tracąc przy tym lampowego uroku i elastyczności konfiguracji (tuberolling).

Ta możliwość stosunkowo łatwej wymiany lamp powoduje, że możemy uzyskać zróżnicowany dźwięk w zależności od naszych preferencji.

O tym jaki wpływ na brzmienie ma wymiana lamp możecie przeczytać we wcześniejszym artykule o tym traktującym.

Brzmieniowe Oblicza lamp ECC82 – czyli o tym jak grają w przedwzmacniaczu gramofonowym Gaia Prestige.

Gdyby tylko przełącznik Mono oraz torów MM/MC plus filtr subsonczny i podbicie +6dB  również znalazły się na froncie, mielibyśmy do czynienia z ergonomicznym ideałem.

W tej klasie cenowej?

Według mnie urządzenie warte zainteresowania szczególnie dla miłośników bardziej analogowo brzmiących systemów bowiem nic nie stoi na przeszkodzie by połączyć go ze  wzmacniaczem tranzystorowym . Może to dać w konsekwencji całkiem ciekawy brzmieniowo, system audio.

Tekst i zdjęcia R Bajkowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *