Włoski gramofon Gold Note Valore – design i świetne brzmienie.

Winyle.

Mój powrót do nich jakiś czas temu opisywałem.

Winyl. Mój „Powrót Do Przyszłości”

Dotychczas używałem całkiem sensownego gramofonu Dual 604  z oryginalną wkładką robioną  przez AudioTechnikę.

Był to półautomatyczny  klasyk z lat 80-tych.

Lecz przyszedł czas na zmiany.

Zmienił się wzmacniacz, zmienił się i gramofon.

Wybór padł na włoski produkt firmy Gold Note.

Valore 425 Lite to najtańszy z linii gramofonów oferowanych przez tę Florencką wytwórnię.

O tym jak gra za chwilę ale najpierw o tym jak wygląda.

Znacznie fajniej niż na zamieszczonych zdjęciach.

To po prostu ładny produkt.

Typowy wytwór włoskich inżynierów, łączący przemyślany projekt z walorami estetycznymi.

Trzeba to przyznać, włosi projektują użytkowe i zarazem piękne rzeczy.

Gramofon ma ładnie wykończoną i polakierowaną klasyczną plintę, malowaną na czarno lub biało.

Zrobiona jest z grubego MDF-u.

Talerz napędzany jest za pomocą paska i 12 voltowego silnika, który wykorzystuje cyfrowy konwerter, pozwalający idealnie dostosować prędkość obrotów talerza.

Za pomocą dwóch guzików umieszczonych na spodniej stronie silnika można regulować prędkość obrotów  33,3 oraz 45 rpm.

Dokładność obrotów sprawdzałem aplikacją RPM Speed and Wow i rzeczywiście trzyma je idealnie.

 

 

 

Sama plinta wsparta jest  na trzech fajnie wykonanych nóżkach w kształcie odwróconych stożków.

Ja pod ostre wierzchołki podłożyłem podkładki takie jak pod kolce w głośnikach.

Zabezpiecza to gramofon przed ślizganiem się po powierzchni półki.

Szkoda że producent nie dodaje takich podkładek razem z gramofonem.

Gramofon zapakowany jest w duży karton, a właściwie w dwa kartony wsadzone jeden w drugi i przełożone przekładkami.

Zabezpiecza to świetnie całość podczas transportu.

Gramofon przychodzi z fabryki już  częściowo złożony.

Pozostaje obsadzenie przeciwwagi, naoliwienie dołączoną oliwą, trzpienia i  wsadzenia go w tuleję wewnątrz plinty.

Na końcu nasadzamy  talerz, zakładamy pasek i gotowe.

Potem wystarczy przeważyć ramię, ustawić antyscating i można grać.

Samodzielne złożenie i przygotowanie gramofonu do pracy nie stanowi jakiegoś problemu.

Postępując zgodnie z instrukcją robi się to stosunkowo szybko.

W moim egzemplarzu zastosowane jest oryginalne ramię  Gold Note z aluminium model B5 wyposażone w wysokiej klasy niemieckie łożyska  firmy GRW.

Zamówiłem go z wkładką Vasari Red,  zaopatrzoną w igłę o szlifie sferycznym.

Wkładka ta sygnowana jest logiem Gold Note.

Posiada co prawda igłę sferyczną 15.5μm, lecz uzyskiwana dzięki niej jakość dźwięku,  zaskakuje.

 

 

 

 

 

Gramofon potrzebuje kilku dni pracy aby „ułożyły” się, dotarły i  dopasowały wszystkie mechaniczne elementy.

Wkładka również „otwiera” się po kilku godzinach grania.

Czas więc na granie.

Jako pierwsze poszły na talerz japońskie wydania jazzowych klasyków.

Niektórzy twierdzą że Japońskie płyty brzmią nieco płasko lub też może wyższe częstotliwości są w nich bardziej uprzywilejowane.

Rzeczywiście w moim starym Dualu a właściwie z wkładki w nim zainstalowanej, płyty te grały z mocniej wyeksponowaną górą pasma.

Lecz włoski gramofon z wkładką Vasari Red gra zupełnie inaczej.

Przede wszystkim zbiera mniej trzasków.

Zapewne z racji szlifu igły lecz nie dzieje się to kosztem utraty rozdzielczości czy przestrzeni.

To co mnie zadziwiło to całkiem przyzwoite oddawanie zarówno wysokich jak i niskich rejestrów.

I tak na przykład Bil Evans zabrzmiał rewelacyjnie.

Moje japońskie wydanie koncertu Bila Evansa z Montreux to świetna wręcz rewelacyjna płyta.

Jednak inżynier dźwięku nieco poskąpił basów podczas rejestracji .

Dlatego płyta brzmi nieco „chudo” i bas Eddiego Gomeza jest tylko ledwo zaakcentowany.

Tak przynajmniej odbierałem tę płytę, grając na starym gramofonie.

A tu nic z tych rzeczy.

Słyszę dokładnie jak Eddie Gomez „ślizga” palcami po strunach , jak je szarpie.

Kontrabas całkiem sensownie „mruczy” i wydaje się mieć właściwe proporcje.

Tak samo na świetnej płycie Oscara Petersona -We get requests.

Przestrzeń oraz średnie zakresy, w których rządzi fortepian są całkiem ładnie odgrywane.

Nie brakuje szczegółowości zarówno w średnicach jak i wysokich częstotliwościach.

Do tego zarówno kontrabas jak i perkusja brzmią bardzo dobrze.

Słychać bardzo szczegółowo jak Ray Brown w utworze” You Look Good to Me”, nuci sobie pod nosem temat utworu.

Jazz Messengers Arta Blakey’a  i jego fenomenalne solo na perkusji w utworze Caravan.

Co z tego że w jednym kanale, ale za to  jak oddane.

Świetnie słychać przesłuchy z mikrofonów nagrywających trąbkę Freddiego Hubbarda, które pojawiają się  w tle perkusji, w drugim kanale.

Zaś sama perkusja i bicie Blackey’a oddawane jest z niezłą dynamiką.

Wkładka Vasari według mnie ma lekko ocieploną sygnaturę, która kojarzy mi się z brzmieniem Bronze 2M, Ortofona.

No może nie jest aż tak transparentna i selektywna lecz wrażenie jest podobne.

Geste, ciepłe niepozbawione szczegółów granie.

Do tego świetny mocny dół pasma.

Nawet rock ze starszych nagrań, szczególnie koncertowych jest bardzo żywy i przekonujący.

Wkładka oddaje dobrze efekty przestrzenne sceny na jakiej owe koncerty miały miejsce, oraz towarzyszącą im żywiołowość.

Wiem że za całość przekazu odpowiadają i inne elementy toru jak preamp czy wzmacniacz na kolumnach i okablowaniu  kończąc.

Jednak zaskakujące dla mnie jest skonfrontować z rzeczywistością potoczne opinie o igłach sferycznych, które podobno nie są zbyt szczegółowe.

Włochom udało się w  stosunkowo niedrogiej wkładce, uzyskać zaskakująco przyzwoity i muzykalny dźwięk.

Gramofon, ramię oraz wkładka grają tu synergicznie.

To zupełnie inny poziom reprodukcji muzyki  niźli z mojego starego Duala.

Muzykalność  oraz  przestrzeń to chyba dwie najważniejsze cechy jakimi  mnie przynajmniej, oczarował  włoski gramofon Valore.

To duża przyjemność słuchać muzyki za jego pośrednictwem.

No i jego wygląd.

 

 

Ten gramofon jest po prostu ładny.

wpasował się w mój system.

Ponieważ czasy są teraz takie że przymusowo siedzimy w domach, nie pozostaje mi nic innego jak..?

Posłuchać kolejnych płyt.

Z dobrego okresu winyla.

Oczywiście z dobrą muzyką.

 

Tekst i zdjęcia R Bajkowski