Ultradźwiękowe mycie płyt gramofonowych.

Mycie winyli.

Ze 30 lat temu kiedy zaczynałem przygodę z winylami, temat mycia płyt praktycznie nie istniał.

Owszem były płyny na bazie alkoholu w dozowniku,  którym nasączało się atłasową szczoteczkę by przetrzeć z kurzu płytę.

Ale mycia jako takiego nikt nie uprawiał.

A zatem czy jest to potrzebne?

Bezwzględnie tak.

W dzisiejszych czasach mamy do czynienia z dwoma rodzajami płyt gramofonowych.

Nowymi z aktualnej produkcji, oraz z używanymi najczęściej wyprodukowanymi w złotej epoce winyli.

Z nowymi jest ten problem że potrafią trzeszczeć nawet te „nówki sztuki”.

Tu zazwyczaj przyczyną są ładunki elektrostatyczne i pył poprodukcyjny.

Oba czynniki łatwo wyeliminować właśnie za pomocą mycia.

W przypadku starych, używanych płyt, sprawa jest oczywista.

Przez wiele lat w rowkach takich płyt,  nagromadziło się dużo kurzu i małych drobinek brudu.

Często można zobaczyć jak igła zbiera z płyty czasami pokaźny kłąb zanieczyszczeń, mocno zniekształcających prawidłowe odtwarzanie muzyki.

Kurz  i to co unosi się w otaczającym nas powietrzu to w przeważającej części  złuszczony naskórek, włosy, włókna ubrań, ziarna piasku, pyłków roślin oraz roztoczy.

W jednym metrze sześciennym może go być nawet 80 mikrogramów.

A wszystko to chętnie „zaprzyjaźnia” się  z naszymi  płytami i gramofonem.

W konsekwencji kurz i pył osiada wewnątrz rowka płyty i przykleja się do jego ścian.

Podczas odtwarzania, igła gramofonu poza odczytem  samej muzyki, odtwarza również zabrudzenia, które słyszymy w postaci trzasków.

Kurz  jest więc największym wrogiem analogów i często przyczyną naszej irytacji z powodu trzasków, które potrafią odebrać radość słuchania ulubionych wykonawców.

Pan Wojtek Padjas, który na winylach „zjadł zęby” i zna się jak mało kto, pożyczył mi na jakiś czas myjkę ultradźwiękową bym zobaczył jak to jest „porządnie umyć  płyty”.

Hmm.

Do tej pory używałem prostej myjki Knosti by od czasu do czasu umyć nowo kupione, stare płyty.

Zresztą myłem i nowe by nie trzeszczały.

Z tego co wyczytałem, myjka ultradźwiękowa w teorii wykorzystuje efekt kawitacyjny, który powoduje bardzo dokładną penetrację przez czynnik myjący, rowków płyty i ich dokładne oczyszczenie.

W uproszczeniu rzecz ujmując fala ultradźwiękowa generuje powstanie wielu bardzo drobnych rozerwań w strukturze cieczy.

W miejscu takiego rozerwania pojawia się  mikro bąbel powietrza, który rośnie a potem się kurczy, oddziałując hydraulicznie  na powierzchnię rowka płyty, wypłukując z niego  wszystkie zabrudzenia.

To wygląda trochę jak bombardowanie powierzchni płyty milionami mikro kulek powietrza, które pękając „wytrząsają” zanieczyszczenia z  powierzchni  winyla.

Wszystko to dzieje się w środowisku wodnym a właściwie w roztworze specjalnego detergentu, alkoholu i wody demineralizowanej.

W konsekwencji płyta po takim wymyciu powinna być czysta, zdezynfekowana i odtłuszczona.

Tyle teoria.

 

 

 

 

A więc zmontowałem  myjkę i zalałem roztworem płynu myjącego.

Wraz z myjką dostałem koncentrat płynu w małej butelce która widać na fotografii.

Do koncentratu dolałem wodę demineralizowaną.

(to ważne bo  woda musi być pozbawiona cząsteczek soli i innych minerałów by te nie osadzały się w rowku płyty krystalizując się podczas schnięcia.)

Myjka ma moim zdaniem dwie bardzo praktyczne zalety.

1- Ma podgrzewanie płynu co jest istotne bo optymalna temperatura mycia to około 30 – 35° C.

2- Ma odpływ, którym można po zakończeniu mycia zlać płyn z powrotem do butelki czy kanistra by użyć go powtórnie, lub wylać zużyty płyn na przykład do zlewu.

Jeśli zlewasz płyn do powtórnego użycia warto przelać go poprzez gazę, wtedy odfiltrujesz wszystkie stałe zabrudzenia, które zmyłeś z płyt.

Rozrobiony koncentrat pozwala na umycie około 50-ciu,   60-ciu płyt.

Obsługa jest bardzo prosta.

Zalewamy myjkę płynem, podłączamy do prądu i ustawiamy temperaturę płynu np. na 30-35°C.

Myjka do uzyskania temperatury od 20 do 30°C, potrzebuje około 10 -15 minut.

Na oś napędu myjki zakładamy płyty, przekładając je gumowymi dystansami które chronią jednocześnie etykietę płyty.

Po zamontowaniu maksymalnie 5-ciu płyt, blokujemy oś by „winyle” się nie zsuwały a następnie zakładamy napęd z płytami do wanny myjki.

Po kilku myciach wydaje mi  się że optymalne parametry mycia to około 10 minut  z generatorem ultradźwiękowym ustawionym na 70 % mocy.

Po umyciu i wyschnięciu płyty wyglądają jak nowe.

Oczywiście zawsze wsadzam je do nowych foliowych kopert.

 

 

Nie licząc kopertówek widocznych na powierzchni zewnętrznie jakość mycia nie różni się od tej z myjki Knosti.

Lecz diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach.

Po wsadzeniu na talerz gramofonu dopiero słychać efekt mycia.

Płyta którą kupiłem przez internet (Black Sabbath) choć była w relatywnie bardzo dobrym stanie nieco trzeszczała przed myciem.

Po umyciu przede wszystkim zniknęły szumy i  delikatne trzaski w tle za co odpowiedzialne były zapewne małe drobinki pyłu i brudu osadzonego w rowku płyty.

W myjce Knosti podobny efekt uzyskał bym po kilkukrotnym myciu bo nie ma opcji by za pierwszym razem czyszczenie było tak dokładne.

Tak wiec wygląda na to że mycie płyt za pomocą ultradźwięków jest bardziej efektywne i dokładne.

Druga sprawa, Myjka Knosti czyści jednak kontaktowo czyli za pomocą szczoteczek wbudowanych w wanienkę myjki.

W przypadku myjki ultradźwiękowej cały proces mycia jest NIEKONTAKTOWY.

Żadne czynniki mechaniczne nie oddziałują wiec na powierzchnię płyty.

Do tego  koncentrat jaki dostałem jest doprawdy świetny ponieważ po wyschnięciu nie pozostawia zacieków ani jakiegokolwiek śladu po kroplach.

 

Obejrzyj krótki film o tym jak działa myjka

 

Wniosek jest dla mnie jeden.

Jeśli myć to  myjka ultradźwiękowa zrobi to efektywniej  niż prosta Knosti.

I jeszcze jedna uwaga.

Płyty naprawdę bardzo zapuszczone a miałem jedną taką, warto wstępnie przemyć na przykład w myjce Knosti.

Nie dlatego że ultradźwiękowa sobie z tym nie poradzi tylko dlatego że nie zanieczyścisz tak mocno płynu myjącego a zatem umyjesz większą ilość płyt.

Do myjki Knosti wlewasz dwie szklanki płynu, do myjki ultradźwiękowej aż 5 litrów.

Dlatego bez sensu zanieczyszczać taką ilość płynu grubszym kurzem i zabrudzeniami które z powodzeniem  można „zdjąć”  w myjce Knosti za pomocą zwykłej wody destylowanej.

Ale jak wcześniej napisałem to ma sens w przypadku bardzo „zapuszczonych” płyt.

Muszę chyba namówić mojego znajomego byśmy kupili taką myjkę na „spółę”.

On ma trochę płyt, ja mam trochę.

Kasy wydamy każdy po połowie a komfort mycia?

Spróbujcie sami.

tekst i zdjęcia R. Bajkowski

 

 

Myjka i  koncentrat  jest do kupienia w sklepie VINYLSPOT